sobota, 25 kwietnia 2015

Richard C. Morais "Podróż na sto stóp"

Richard C. Morais "Podróż na sto stóp"
Pewnie już Wam pisałam o tym, że uwielbiam książki z gotowaniem w tle, ale przy okazji powieści "Podróż na sto stóp" Richarda C. Moraisa warto to powtórzyć. Lubię, gdy ktoś potrafi pięknie pisać o sztuce kulinarnej, o tym, jak celebruje przygotowywanie posiłków, jak wybiera najlepsze składniki do swoich potraw, jak potrafi z nich wyczarować prawdziwe arcydzieło. Uwielbiam, gdy podczas czytania cieknie mi ślinka, bo autor potrafi tak sugestywnie opowiedzieć o jakiejś potrawie, że niemal czuję jej smak i aromat... Jednak nie jest to wcale łatwa sztuka. Okładka "Podróży na sto stóp" wygląda bardzo zachęcająco, do tego kuszą słowa Anthonego Bourdaina (autora książki Kitchen Confidential: Adventures in the Culinary Underbelly"), że jest to "bez wątpienia najlepsza powieść wszech czasów osadzona w świecie kulinariów!". Oczywiście do takich tekstów podchodzę z dużym dystansem. Postanowiłam jednak przekonać się, czy faktycznie jest to tak dobra powieść.

"Ja, Hassan Haji, byłem drugim z sześciorga dzieci. Urodziłem się nad restauracją mojego dziadka, przy Napean Sea Rd, w miejscu zwanym wówczas Bombajem Zachodnim (dwie dekady później miasto zaczęto nazywać Mumbajem). Podejrzewam, że już wówczas koleje mojego losu zostały gdzieś zapisane, gdyż pierwszym wrażeniem, jakie pamiętam, był zapach machli ka salan, aromatycznej ryby curry, unoszący się przez szczeliny w podłodze i otulający dziecięce łóżeczko w pokoju moich rodziców, dobudowanym nad restauracją. Jeszcze dziś pamiętam zimne szczebelki łóżeczka, przyciśnięte do mojej buźki bobasa, gdy jak najdalej wysuwałem nos, wciągając mocno powietrze i łowiąc aromatyczną mieszankę kardamonu, rybich głów i palmowego oleju".

Tymi słowami zaczyna się "Podróż na sto stóp". Dziadek Hassana przybył do Bombaju w 1934 roku z Gudźaratu. Przygnała go tam bieda. Miał nadzieję, że w wielkiej metropolii uda mu się poprawić swoją sytuację. Ciężko pracował, dostarczając pojemniki z lunchem, bo musicie wiedzieć, że w Bombaju jednym pociągiem przyjeżdżali do pracy ludzie, a innym – ich posiłek. Był to dobrze zorganizowany biznes. W 1938 ożenił się z Ammi, która pochodziła z tej samej miejscowości co on. Przybyła do Bombaju, młodzi pobrali się, a interesy dziadka zaczęły się jeszcze lepiej kręcić. To babcia wpadła na pomysł, by sprzedawać stacjonującym w Bombaju żołnierzom przekąski. Handel odbywał się na ruchomych straganach rowerowych. Potem założyli prymitywną restaurację pod namiotem, która cieszyła się dużą popularnością, a dziadkowie Hassana szybko się wzbogacili. Teraz mogli kupić kawałek ziemi, na której mieszkali i prowadzili restaurację, i tak też zrobili. Urodził im się Abbas, a kilka lat później jego siostra. Życie Abbasa było już znacznie łatwiejsze niż jego ojca. Ożenił się z kobietą, którą poznał w bibliotece i w której się natychmiast zakochał. Abbas miał ogromny apetyt na życie, był bardzo zdeterminowany i ambitny. Szybko przejął interes ojca i pozwolił mu rozkwitnąć. Niestety nie wszystkim się to podobało...

Ta książka jest oczywiście o Hassanie, synu Abbasa, chłopcu o ogromnym talencie kulinarnym i smaku absolutnym. Chociaż kocha swoją rodzimą kuchnię, to jest bardzo ciekawy innych smaków, technik kulinarnych, wszelkiej wiedzy z tym związanej. Niedługo to kuchnia francuska zajmie szczególne miejsce w jego sercu...

Największym plusem tej książki jest to, że składa ona hołd sztuce kulinarnej, pięknie opisuje poszczególne potrawy i składniki, z których się je przygotowuje. Wędrówka z naszymi bohaterami po targowisku to prawdziwa uczta zmysłów. Niestety inne aspekty książki już nie są tak ciekawe.

Czyta się ją ogólnie dobrze, ale niestety bez fajerwerków. Jest kilka fragmentów pasjonujących, wciągających, tak że trudno się od nich oderwać, ale w moim odczuciu przez sporą część powieści wieje nudą. Początek jest całkiem dobry i smakowity, prowadzi nas on ku punktowi kulminacyjnemu, który mamy gdzieś w połowie powieści, a potem niestety jest już tylko gorzej... Dalej dominuje monotonia i nawet sceny z dużym potencjałem przechodzą bez echa. Szkoda, bo historia jest ogólnie ciekawa, ale niedopracowana, niedopieszczona. Aż się prosi, żeby w książkę wpompować więcej życia, więcej emocji, przede wszystkim inaczej opisać finałowe sceny. Czytając tę powieść, ma się wrażenie, że autorowi w pewnym momencie zabrakło energii i polotu...

Mimo to polubiłam bohaterów tej powieść, a szczególnie Hassana, i ogromnie mu kibicowałam. Bardzo ciekawą postacią okazała się być też Madame Mallory, która od chwili, gdy się pojawiła w powieści, stała się motorem napędowym akcji, i to do tego stopnia, że gdy autor odsunął ją w cień, niestety nie potrafił niczym tego zrównoważyć.

Mimo wad ogólnie oceniam tę książkę dobrze, bo świat w który nas zabiera jest pełen smaku i niesamowitych potraw, i to głównie osobom poszukującym takich wrażeń ją polecam. Czyta się ją dobrze, szczególnie na początku, ale niestety miałam znacznie większe wymagania względem tej książki. Autorowi nie udało się mnie rozkochać w tej powieści, sprawić, żebym nie mogła się od niej oderwać, żebym po zakończeniu czytania chciała do niej wrócić. Bez żalu odłożyłam powieść na półkę i z pewnością już do niej nie wrócę. Za to z chęcią obejrzę film i to, uwaga, z nadzieją, że scenarzyści trochę namieszali w fabule i dodali jej życia. Zawsze irytują mnie w ekranizacjach odstępstwa od oryginału, ale myślę, że tej produkcji mogło to wyjść na dobre...

Moja ocena: 6/10

Richard C. Morais, Podróż na sto stóp, Bellona, 2014,
ISBN: 978-83-11-133400-3,
Str. 312.

Cytat pochodzi z recenzowanej książki.

 Wyzwanie "Czytam zekranizowane powieści"

Książka bierze udział w wyzwaniach:"Czytam zekranizowane powieści", "Klucznik",  "Historia z trupem" oraz "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu" (2,2 cm, razem 70,3 cm).
Podróż na sto stóp [Richard C. Morais]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

32 komentarze :

  1. Może tym razem pójdę na skróty i obejrzę film:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomimo kilku niedociągnięć, narobiłaś mi ochoty na tę książkę. Chętnie przeczytam. Fajne zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama też nie dałam się do niej zniechęcić. Musiałam się przekonać sama, jaka jest i w sumie nie żałuję. :)

      Usuń
  3. Ja osobiście nie lubię czytać książek gotowaniem w tle, gdyż jestem kulinarnym beztalenciem i nie ''kręci'' mnie ten temat. Dlatego też raczej nie skuszę się na powyższą pozycję. Ale może kiedyś z czystej ciekawości obejrzę film, jeśli trafi się taka sposobność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy to kwestia miłości do gotowania, czy może bardziej do jedzenia. :) Myślę, że o filmie warto pomyśleć.

      Usuń
  4. Książkę czytałam i też ją polubiłam, choć miejscami była przejaskrawiona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to książka idealna, ale trzeba przyznać, że jest smakowita. :)

      Usuń
  5. Nie czuję potrzeby zapoznania się z tą pozycją. Może kiedys przy okazji, ale póki co nie,

    OdpowiedzUsuń
  6. Miła książka, ale raczej nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo smakowita recenzja Kornelio :) Świetne zdjęcie. I z obu tych powodów po książkę sięgnę jak mi wpadnie w ręce, chociaż specjalnie szukać jej nie będę. Przy czym nie chodzi mi o temat a sposób jego zaprezentowania. W przeczytanym przeze mnie fragmencie momentami czuje się coś na kształt pośpiechu, jakby autor chciał mieć to wszystko jak najszybciej z głowy. Dialogi za to są fajne. No i soczyste charakterystyki postaci.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się oddać smakowitość lektury. Dziękuję! Niektóre fragmenty są świetne, inne faktycznie jakby niedopracowane. Szkoda, że autor nie poświęcił jej jeszcze trochę więcej czasu. Również gorąco pozdrawiam. :)

      Usuń
  8. Cieszę się, że ci się spodobała - bo mam ją na półce :) Ale jeszcze na razie jej nie przeczytam, będzie musiała zaczekać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pomysłowe zdjęcie :) mam tę książkę, ale nie potrafię się za nią zabrać. Może kiedyś się przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Chciałam trochę podkreślić kulinarny klimat tej powieści. :)

      Usuń
  10. Ja także jestem pod wrażeniem pomysłu na zdjęciu! super:) a wczoraj miałam tę książkę w rękach w księgarni...ale kupiłam kolejną Mai Popielarskiej o ogrodach...;)
    Więc może następnym razem:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Może była to dobra decyzja. Ta książka ma swoje wady i zalety. Sama musisz ocenić, czy ten klimat jest w stanie akurat Ciebie oczarować. Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Sama nie wiem, czy to książka dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo wszystko mnie zaciekawiłaś :d

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo książka ma też dobre strony.

      Usuń
  13. Książka nie trafiłaby raczej na moją listę konieczną do przeczytania, ale nie ze względu na te niewielkie niedociągnięcia, ale fakt, że po prostu tematyka nie jest dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, nie każdy ma bzika na puncie kulinariów. :)

      Usuń
  14. Nie czytałam, ale mam chęć na nią pomimo wad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma też swoje zalety, więc może będziesz nią usatysfakcjonowana. :)

      Usuń
  15. Ja również lubię książki z kuchnią w tle, choć tak naprawdę to jeszcze zależy czyjego są one autorstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Nie wszystkie są dobre, ale ja jakoś muszę sama się przekonać, przynajmniej jeżeli chodzi o ten rodzaj literatury. :)

      Usuń
  16. Parę dni temu oglądałam film i naprawdę skusił mnie na książkę - zazwyczaj raczej ostrożnie podchodzę do powieści opartych na kuchni, gotowaniu itp. Wydają mi się nudne, ale tutaj wyczuwam spory potencjał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba pierwszy raz mi się to zdarza, ale tym razem film był lepszy od książki, przynajmniej moim zdaniem. Poza tym trzeba przyznać, że fabuła filmowa znacząco różni się od tej książkowej. Jestem bardzo ciekawa, jak Ty odbierzesz książkę. Życzę smakowitej lektury!

      Usuń