środa, 17 czerwca 2015

Weronika Kurosz "Skarby leśnych braci"

Weronika Kurosz "Skarby leśnych braci"
Literatura dziecięca zajmuje ostatnio sporo miejsca w moim czytelniczym życiu. Powiecie pewnie, że na blogu tego nie widać i macie rację. Mam pod tym względem spore zaległości. Muszę się z Wami podzielić wieloma tytułami, które ostatnio przewinęły się przez nasze ręce, szczególnie że sporo z nich jest naprawdę wartościowych. Dzisiaj słów kilka o "Skarbach leśnych ludzi" – może zbyt ambitnej jak na moją córkę lekturze, ale myślę, że obu nam dobrze zrobiła mała odmiana od tradycyjnych bajeczek i rymowanek.

Bohaterami tej książeczki są dwaj bracia z bujnymi jasnymi czuprynami. Są to Bazyli i Marcepan. Czyż nie są to urocze imiona? Nasi mali bohaterzy uwielbiają przygody, a i przychody chyba muszą lubić tę dwójkę chłopców, bo w ich życiu dzieje się bardzo dużo niezwykłych rzeczy.

Po ostatniej wichurze ogromna sosna niebezpiecznie przechyla się nad dom Bazylego i Marcepana. Zaradzić może temu tylko don Alberto. Nie jest on wcale Hiszpanem, jak można by przypuszczać. Naprawdę nazywa się Albert Łodyga. Mężczyzna urodził się i wychował w okolicy, ale potem na wiele lat zniknął i to o tym okresie jego życia krąży mnóstwo opowieści. Są tacy, którzy twierdzą, że don Alberto był torreadorem, ale ile w tym prawdy, trudno powiedzieć. Faktem jest, że zna się na drewnie i drzewach jak nikt z okolicy, więc często jest proszony o pomoc w tego typu sprawach. Również tym razem chętnie zjawia się na wezwanie, ku uciesze Bazylego i Marcepana. Te dwa urwisy aż rwą się do pomocy drwalowi. Mężczyzna boi się, że chłopcy będą tylko przeszkadzać, o ile przy okazji jeszcze czegoś nie nabroją. Dlatego zachęca ich do zabawy w chowanego i obiecuje, że jeśli przez dwadzieścia minut ich nie znajdzie, to dostaną fajną nagrodę. Braci nie trzeba namawiać. Szybko znajdują dobrą kryjówkę i czekają. Trudno powiedzieć jak długo... W końcu samochód pana Alberta, w którego bagażniku się schowali, rusza, a chłopcy nadal są w środku. Gdy auto się zatrzymuje, urwisy zaczynają intensywnie uderzać w wieko bagażnika, co zwraca uwagę don Alberta. Mężczyzna jest bardzo zdziwiony widokiem chłopców, bo zupełnie zapomniał o własnej obietnicy. Teraz aby się zrehabilitować, postanawia zabrać chłopców na poszukiwanie zrzutów, czyli poraża zrzuconego przez jelenie. Jednak zanim wyruszą w tę przygodę, chłopcy muszą się udać w krzaczki w wiadomym celu. Niestety gdy wracają, po panu Łodydze nie ma śladu. Bazyli i Marcepan zastanawiają się, czy mężczyzna się zgubił, czy może został porwany i natychmiast postanawiają to sprawdzić.

Weronika Kurosz "Skarby leśnych braci"
Mamy to dwójkę sympatycznych chłopców, którzy nieustannie sobie dokuczają, ale jednocześnie żyć bez siebie nie mogą. Ich ciekawość świata i żądza przygód wpędzi ich w niejedne kłopoty...Obaj będą musieli się sporo natrudzić, żeby się z nich wyplątać. Tylko który z nich ma gorzej? Ten starszy, który jest mózgiem operacji, czy ten młodszy, który musi odwalać brudną robotę?

Muszę przyznać, że ta książeczka bardzo mi się spodobała. Może dlatego, że bardzo przypadli mi do gustu nasi dwaj bohaterowie. A może wyróżnia się z całej masy bajek i bajeczek dla dzieci, często podobnych do siebie, często przesłodzonych. Tu mamy przygody i tajemnice, które z pewnością pobudzą wyobraźnię niejednego malucha.

Książeczka podzielona jest na cztery części, które nawiązują do poszczególnych pór roku. Każda z nich dzieli się na kilka mniejszych opowieści, które są ze sobą powiązane. Czyta się to bardzo dobrze i łatwo dać się wciągnąć. Sama byłam bardzo ciekawa, co się wydarzy u dwójki chłopców i jak skończą się ich przygody.

Weronika Kurosz "Skarby leśnych braci"
Skoro mowa o książce dla dzieci, to warto też wspomnieć o ilustracjach, których trochę znajdziecie w "Skarbach leśnych braci". Moim zdaniem są one bardzo ładne, żywe i kolorowe, ale nieprzejaskrawione. Niektóre z nich kojarzą się z dziecięcym spojrzeniem na świat. Przede wszystkim jednak nie udają dzieł innych znanych rysowników, są swojskie i idealnie wpasowują się w treść książki. Dla mnie to spory plus. Całe wydanie jest bardzo ładne i estetyczne, a dwa urwisy spoglądające na nas z okładki skutecznie zachęcają do lektury.

"Skarby leśnych ludzi" to książeczka, którą warto podsunąć swoim pociechom. Pobudzi ona ich wyobraźnię, obudzi apetyt na przygody, zachwyci, a jednocześnie nauczy szacunku do natury. Polecam ją wszystkim dzieciakom, chociaż moim zdaniem bardziej nadaje się ona dla tych nieco starszych. Pięciolatek powinien ją już bez problemu zrozumieć, ale nie zawadzi przetestować ją też na młodszych czytelnikach. Jeżeli nie treść, to może chociaż obrazki przypadną im do gustu.

Moja ocen: 8/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka oraz portalowi Sztukater.
Sztukater

Weronika Kurosz, Skarby leśnych braci, Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2015,
ISBN: 978-83-7785-616-1,
Str. 124.

Książka bierze udział w wyzwaniach:  "Polacy nie gęsi""Klucznik" oraz "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu" (1,6 cm, razem 108,9 cm).

24 komentarze :

  1. Piękna książeczka, i treść i ilustracje są niesamowite :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne ilustracje w tych książeczkach.Poszukam jej w księgarni,bo potrzebuję teraz czegoś dla mojej małej kuzynki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuzynka powinna być zachwycona. :) Ja na jej miejscu bym była.

      Usuń
  3. Takie książki nie leżą w kręgu moich zainteresowań, ale zawsze z przyjemnością oglądam ilustracje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zainteresowania się niekiedy zmieniają. Ja też jeszcze niedawno omijałam takie tytułu, a teraz sama widzisz. :) Jeśli szukałabyś czegoś na prezent, to polecam!

      Usuń
  4. Tak, ja też jestem zauroczona ilustracjami, lubię takie sielskie klimaty;)
    Książka z morałem, interesująca, ciekawi bohaterowie ze świetnymi imionami:)
    Jestem zwolennikiem tego typu literatury dla dzieci. Polecam Ci, a może już polecałam, serię o Martynce, piękne ilustracje, niesamowite przygody, ładne wydanie:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy już jeden tytuł o Martynce i z pewnością na tym nie poprzestaniemy.:) Dziękuję za polecenie i serdecznie ściskam!

      Usuń
  5. W książeczkach dla dzieci zwracam głównie uwagę na ilustracje, a powyższe są przepiękne, dlatego bez chętnie nabędę "Skarby leśnych braci".

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie piękne ilustracje. Jestem pod wielkim wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Śliczna książeczka i z pewnością spodoba się dzieciakom :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Te ilustracje są niesamowite :o
    Czytałam wiele pochlebnych opinii o tej książce i myślę, że wszystkim maluchom bardzo się spodoba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zakochana w tych ilustracjach. :) Gorąco polecam książkę wszystkim maluchom i nie tylko. :)

      Usuń
  9. Moja córka choć jeszcze czytać nie umie ma już całkiem pokaźną biblioteczkę - już się nie mogę doczekać wspólnego czytania. Jak do tej pory praktykujemy tylko z krótkimi wierszykami.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początek takie krótkie wierszyki są najlepsze. Myślę, że tym tytułem Aurelka będzie się zachwycać dopiero za kilka lat, aktualnie to ja jestem nim zauroczona, a mała chętnie obejrzała obrazki i łaskawie chwilę posłuchała... :)

      Usuń
  10. Kiedyś, gdzieś usłyszałam, że dla dzieci trzeba pisać tak, jak dla dorosłych tylko... lepiej. Mam ogromną nadzieję, że twórcy literatury dziecięcej mają to na uwadze. Kiedyś mieli na pewno, wystarczy wspomnieć choćby Brzechwę czy Szelburg - Zarębinę.
    Jestem ciekawa, co za jakiś czas powie Twoja córeczka o zaprezentowanej przez Ciebie książce :) bo na razie jest na to zbyt mała, ale skoro niejako od zawsze ma kontakt ze słowem pisanym, to byle czym się jej nie zadowoli. Ufam, że ta książka jest jak najdalej od bycia "byle czym" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś faktycznie literatura dziecięca trzymała poziom. Dzisiaj bywa różnie. Już na kilka bubli trafiłam... Też jestem ciekawa, jak to będzie z Aurelką, jakie książki będzie lubiła, które będziemy czytać po sto razy, aż obie będziemy je znały na pamięć... Niebawem się przekonam. :)

      Usuń
  11. Brzmi jak coś, co, jak byłam dzieckiem, z dużą chęcią bym przeczytała. Nawet teraz bym się skusiła, jakbym dobrą wymówkę znalazła ;). W każdym razie, brzmi dobrze - barwnie i przygodowo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście mam dobrą wymówkę, żeby sięgać po takie książki. :) Wymówka ma na imię Aurelia.

      Usuń