sobota, 7 lutego 2015

Cecelia Ahern "Love, Rosie"

Cecelia Ahern "Love, Rosie"
Zdradzę Wam, że mamy w domu mały problem z ekranizacjami, bo ja nie chcę ich oglądać dopóki nie przeczytam książki. W konsekwencji tego mamy mnóstwo planów filmowych, a ja jakoś nie za bardzo posuwam się z czytaniem powieści, na których podstawie zostały nakręcone te filmy. Zwykle po haśle męża, że chce coś obejrzeć, szukam odpowiedniej książki, zazwyczaj nawet ją kupuję, ale niestety nie mogę się wyrobić z czytaniem. O dziwo udało mi się niedawno przeczytać "Love, Rosie" Cecelii Ahern, powieść wcześniej wydaną pod tytułem "Na końcu tęczy". Mój mąż chyba nie miał w planach oglądania akurat tego filmu, ale myślę, że uda mi się go namówić. Autorka słynie z bardzo romantycznych i wzruszających historii. Najbardziej znana to "PS Kocham Cię".

Opowieść zaczyna się kilka dni przed siódmymi urodzinami Alexa. Alex i Rosie znają się od piątego roku życia i są niemal nierozłączni. Siedzą w szkole w jednej ławce, a potem całe popołudnia spędzają razem. Mimo to wysyłają jeszcze do siebie mnóstwo liścików. To właśnie z listów, notatek, e-maili, kartek, SMS-ów składa się ta książka. Mamy tu korespondencję między tą dwójką dzieciaków, ich rodzicami, dyrekcją szkoły i innymi osobami, które pojawiają się i znikają z życia Alexa i Rosie. Niestety sielanka nie trwa wiecznie. Ich przyjaźń zostaje wystawiona na dużą próbę, gdy ojciec Alexa dostaje pracę w Bostonie i wraz z całą rodziną opuszcza Dublin. Czy mimo dużej odległości uda im się utrzymać znajomość?

Jest to opowieść o wspaniałej przyjaźni, ale też o miłości. W życiu Rosie i Alexa nie brakuje zawirowań losu, które wielokrotnie niszczą ich plany i marzenia. Ale są też szczęśliwe chwile, do których zawsze warto powracać. Jak to zwykle w życiu bywa, wspaniałe momenty przeplatają się z dramatami.

Jak już wcześniej wspomniałam, cała książka składa się z różnego rodzaju korespondencji i zapisków. Dzięki temu czyta się ją bardzo szybko. Autorka okrasiła tę książkę całym mnóstwem różnego rodzaju błędów, bo w końcu prywatne zapiski czy liściki często nie są ich pozbawione, szczególnie gdy ich autorami są kilkuletnie dzieciaki. Myślę, że lektura „Love, Rosie” może pogłębić problemy z ortografią, przynajmniej w niektórych przypadkach. Mistrzem pod tym względem jest Alex, który nawet będąc dorosłym i wykształconym mężczyzną, cały czas ma problemy z prawidłowym napisaniem słowa „wiem”.

Przyjemnie czyta się takie liściki. Niektóre naprawdę mnie rozbawiły, ale muszę też przyznać, że jednak czasami brakowało mi trochę tradycyjnej narracji, plastycznych opisów, które rozbudziłyby moją wyobraźnię. Mam wrażenie również, że niektóre fragmenty były nieco słabsze, a nawet kilkakrotnie powiało lekko nudą, ale bynajmniej nie zniechęciło mnie to do lektury, bo byłam bardzo ciekawa dalszego ciągu. W zasadzie uporałam się z tą lekturą w jeden wieczór i sporą część nocy. W pewnym momencie nie mogłam już sobie pozwolić na jej odłożenie i pójście spać. Musiałam ją doczytać do końca i tak też zrobiłam. Był to z pewnością bardzo mile spędzony czas, świetna rozrywka, idealne wypełnienie zimowego wieczoru. Oczywiście nie obyło się bez zgrzytania zębami, bo nasi bohaterowie potrafią być okropnie denerwujący, a ich wybory niezrozumiałe, czasami wprost szalone. Ale też trzeba przyznać, że Cecelia Ahern nie poskąpiła im różnych nieszczęść. Wiadomo, że to życie pisze najbardziej nieobliczalne scenariusze i być może to wszystko, co wymyśliła autorka, faktycznie mogłoby się wydarzyć, ale w trakcie lektury ma się chwilami wrażenie, że pech trochę za bardzo rozgościł się na kartach "Love, Rosie".

Czy polubiłam bohaterów książki? Tak, ale były też momenty, kiedy miałam ochotę wstrząsnąć nimi, na nich nakrzyczeć, powiedzieć, żeby się ogarnęli... Albo najzwyczajniej w świecie rzucić książką o ścianę. Z drugiej jednak strony byłam bardzo ciekawa zakończenia, więc tego nie zrobiłam. Jakoś przetrwałam te wszystkie zawirowania losu i dobrnęłam do finału powieści. Teraz już na chłodno mogę spokojnie przyznać, że lubię takie emocjonujące lektury, chociaż nie da się ukryć, że potrafią one doprowadzić czytelnika do szewskiej pasji.

Nie da się ukryć, że była to przyjemna lektura, dlatego polecam ją szczególnie amatorom słodko-gorzkich historii i oczywiście fanom autorki. Tym, którzy lubią czytać książki w epistolarnej formie, a już szczególnie tym, którzy nie cierpią długich opisów, które owszem wzbogacają powieść, ale nie da się ukryć, że spowalniają też tempo akcji.

Moja ocen: 7/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Akurat.



Cecelia Ahern, Love, Rosie, Wydawnictwo Akurat, 2014,
ISBN: 978-83-7758-746-1,
Str. 512.

Książka bierze udział w wyzwaniach: "Czytam zekranizowane powieści""Klucznik""Historia z trupem" oraz "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu" (3,2 cm, razem - 22,5 cm).





Love, Rosie [Cecelia Ahern]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

67 komentarzy :

  1. Mam już tę książkę na liście i chociaż nie zawarłam jej w pierwszej piątce, to na pewno ja kupię, za bardzo kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać, bo mnie też bardzo kusiła. :)

      Usuń
  2. Bardzo chciałabym ją przeczytać :) mam nadzieję, że szybko uda mi się to zrobić bo chcę również obejrzeć film :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję na seans i to w niezbyt odległej przyszłości. :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Aż Ci troszkę zazdroszczę tej miłości. :)

      Usuń
  4. Mnie z kolei zachwyciła, ale może dlatego, że czasem potrzebuję takich historii, które uświadamiają mi, że nie muszę daleko jeździć/latać, bo bliscy mieszkają niedaleko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wspaniale, że książka trafiła do Twojego serducha. :)

      Usuń
  5. Książkę czytałam, ale niestety nie przypadła mi do gustu. Sama historia jest świetna, ale jej forma przekazu strasznie mnie irytowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku na szczęście nie było tak źle, ale momentami zgrzytałam zębami... W innej formie to mogłaby być cudowna powieść.

      Usuń
  6. Książka czeka na moim przyłóżkowym stosiku, więc wkrótce się z nią zapoznam :). Będzie to moje pierwsze spotkanie z p.Ahern - mam więc nadzieje, że udane :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka fajna, ale film, nie wierzę, że to piszę, jeszcze lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie zaskoczyłaś. Muszę go koniecznie zobaczyć. :)

      Usuń
  8. Mam w domu od dawna, muszę w końcu przeczytać. Mam to samo z filmami :D Najpierw chcę przeczytać zawsze książkę , dopiero potem mam chęć na ekranizację :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziś przypadkiem byłam w empiku a tu na półkach "Love, Rosie" w promocji za 19.99. No i się skusiłam. Ech, ja i moja słaba wola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale się nie dziwię. Też niestety nie mam zbyt silnej woli, na szczęście tylko w kwestii książek. :)

      Usuń
    2. A do kiedy jest ta promocja? (:

      Usuń
  10. Uwielbiam tę książkę, generalnie Ahern jeszcze mnie nie zawiodła. A co do irytacji, oj tak, ta emocja towarzyszyła mi przez 3/4 powieści ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ciekawości lecę przeczytać Twoją recenzję. :)

      Usuń
  11. Chętnie bym przeczytała :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Hmmm...pamiętam, jak czytałam "P. S. Kocham Cię" byłam nią zachwycona, mam ją nawet na półce, pożyczałam tę pozycję wszystkim koleżankom, ale to jednak była ładnych parę lat temu...Chyba jednak jestem w innym miejscu, niż wtedy...Forma proponowanej książki rzeczywiście zachęca do zapoznania się z nią, Twoja recenzja także, więc może...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że z wiekiem inaczej odbiera się dane książki. Nie wiem, czy "Love, Rosie" przypadnie Ci dzisiaj do gustu, ale warto spróbować. :) Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  13. Przeczytałam "Zakochać się" i stałam się fanką autorki, tak bardzo spodobała mi się ta książka. Cieszę się bo "Love, Rosie" czeka już na mojej półeczce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że "Love, Rosie" też pokochasz. :)

      Usuń
  14. Mnie ta książka nie porwała. Właśnie pisanie za pomocą liścików, maili i tak dalej do mnie nie przemawia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka forma jest dość ryzykowana i stąd pewnie tyle skrajnych opinii na temat tej książki.

      Usuń
  15. Pomimo wcześniejszych moich negatywnych podejść do tej książki, teraz naszła mnie na nią ochota.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem już po lekturze i uważam, że to świetna książka. Mnie też zachowania bohaterów czasami irytowały, ale i tak ich polubiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też odczuwałam sympatię na przemian z irytacją. :)

      Usuń
  17. Poszukam tej książki... acz kolwiek jeszcze pod starym tytułem, bo cena będzie rozsądniejsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. A mnie jakoś do tej książki nie ciągnęło i nie ciągnie nadal...

    OdpowiedzUsuń
  19. Takiej literatury niestety nie czytuje.
    W związku ze zmianą nazwy mojego bloga pojawił się problem dotyczący obserwowania. Moje posty nie są wyświetlane w Twoim pulpicie nawigacyjnym. Aby to zmienić należy odobserwować mnie i zaobserwować na nowo. Mam nadzieję, że nie sprawi Ci to żadnego problemy. Natomiast dzięki temu będziesz na bieżąco z nowymi postami.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK. Idę Cię na nowo zaobserwować. :) Pozdrawiam.

      Usuń
  20. O Boziu, muszę w końcu ogarnąć moją recenzję tej książki, bo ciągle mam jakieś luźne zdania bez ładu i składu...

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam wielki zamiar ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytałam kilka książek autorki i bardzo mi się podobały tę też będę chciała przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu. :)

      Usuń
  23. Raz czytam, że dobra, raz, że niekoniecznie. Zgłupieć można. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba za sprawą formy tej książki. Jeżeli nie rażą Cię błędy, a liściki dzieciaków uważasz za słodkie, to jest szansa, że "Love, Rosie" Ci się spodoba, ale gwarancji niestety nie ma. Trzeba zaryzykować. :)

      Usuń
  24. Ja jestem fanką i dla mnie własnie taka była ta powieść ;) Słodko-gorzka:) Lubiłam mejlowe rozmowy Ruby i Rosie - były zabawne :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo było zabawnych maili i liścików. Cieszę się, że Ciebie ta książka aż tak oczarowała.

      Usuń
  25. Właśnie jestem w trakcie czytania i... o boże! ta książka jest cudowna! :) Bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  26. Czytałam różne opinie o tej książce i póki co wstrzymam się z zakupem :) Na półce mam "Zakochać się" się tej autorki, więc to ją wybiorę wcześniej, by sprawdzić czy odpowiada mi jej styl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że dasz się przekonać do autorki. :)

      Usuń
  27. To na starość jak już przeczytasz te wszystkie książki to nie będziesz robiła nic innego tylko z mężem oglądała wszystkie zaległe filmy :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Urocza okładka :)
    chętnie bym przeczytała!

    OdpowiedzUsuń
  29. Recenzja ciekawa, ale po książkę nie sięgnę :) Dlaczego? Bo nie mogłabym ścierpieć fragmentów napisanych z błędami ortograficznymi. Zgadzam się z Tobą, że taka książka może pogłębić u czytelników problemy z ortografią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli jesteś wyczulona na tym punkcie, to zdecydowanie odradzam. :)

      Usuń
  30. Próbowałam przeczytać prezentowany przez Ciebie fragment książki, ale na próbach się skończyło. Męczyła mnie forma. Błędy językowe też. Może szkoda, bo piszesz o niej tak fajnie... Jednak sposób opowiedzenia historii przez autorkę stał się dla mnie przeszkodą nie do pokonania.
    A co do rzucania książką o ścianę... Takie pragnienie miałam jedynie raz czytając "Dobrą terrorystkę" Lessing. I też pomimo tego doczytałam do końca.
    Zachwyca mnie siła słowa, która umie obudzić emocje. Piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem. Przez tę formę nie jest to lektura dla każdego i pewnie stąd te bardzo skrajne opinie na jej temat.
      Też jestem pod wrażeniem, jeśli ktoś potrafi mnie słowem i to niedotyczącym mnie bezpośrednio, wyprowadzić z równowagi. Takie książki się długo pamięta.

      Usuń
  31. Pamiętam moje polowanie na tę ksiażkę, gdy jeszcze funkcjonowała jedynie w starym wydaniu - matko cóż to była za walka! Pewnie dlatego ksiązka, gdy już znalazła się wtedy w moich rękach, bardzo mnie rozczarowała. Spróbuję do niej wrócić w najbliższym czasie, by porównać swoje własne wrażenia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, skoro włożyłaś tyle wysiłku w jej zdobycie, to nie dziwię się, że oczekiwałaś arcydzieła. Jestem ciekawa, jak spojrzysz na tę książkę dzisiaj.

      Usuń
  32. Mam ochotę zabrać się za tą książkę, głównie ze względu na jej formę i na to, że jest dość często i gęsto polecana ;)

    OdpowiedzUsuń