środa, 28 stycznia 2015

Consilia Maria Lakotta "Mariska z węgierskiej puszty"

Consilia Maria Lakotta "Mariska z węgierskiej puszty"
Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić refleksjami po lekturze "Mariski z węgierskiej puszty". Jest to już moje trzecie spotkanie z Consilią Marią Lakottą. Poprzednie były całkiem udane, a jak jest w tym wypadku?

Jaros Vargas jest koniopasem, pracuje dla hrabiego Gezy'ego von Czolnego. Dzisiaj chłopak zgłosił się do swojego pana, by prosić o możliwość poślubienia Mariski Juhasz. Młodzi się kochają, do tego ojciec dziewczyny chce by oboje zajęli się przeprawą przez Cisę i gospodą położoną nad tą rzeką, bo mu brakuje już sił. Wiąże się to z odejściem obojga z pracy, na co ich pracodawca nie chce się zgodzić. Jest zadowolony z obojga i nie chce stracić swoich najlepszych pracowników. Nakazuje Jarosowi wstrzymanie się z decyzją o ślubie. Hrabia odsyła Vargasa i każe mu przysłać do siebie Mariskę. Po chwili to właśnie ona pojawia się u pana. Jest bardzo zdeterminowana i widać, że łatwo nie da się zbyć. Nie chce dłużej odkładać ślubu, w końcu czeka już i tak trzynaście lat. Za młodymi wstawia się córka Czolnego, Juliska. Wymusza na ojcu zgodę na ślub, a nawet wyprawia młodym wesele. Skąd tyle dobroci w pańskiej córce?


Juliska kocha brata Jarosa, Gabora, jednak szansę na ich wspólną przyszłość są niewielkie. Gabor jest skrzypkiem. Widać, że ma ogromny talent, ale niestety nie ma odpowiedniego pochodzenia ani pieniędzy. Ojciec za wszelką cenę chce dziewczynie wybić te amory z głowy.

Chociaż taki początek mógłby zwiastować typowy romans, to z pewnością tak nie jest. "Mariska z węgierskiej puszty" to historia niełatwego życia Mariski i osób z jej otoczenia, ale też bolesna opowieść o narodzie węgierskim, o tym, jak zmieniła się sytuacja różnych warstw społecznych w pierwszej połowie dwudziestego wieku.

Mariska to skromna, bardzo pracowita dziewczyna, która zna swoje miejsce na ziemi. Jest osobą głęboko wierzącą, więc swój los oddaje w ręce Świętych, uprasza ich o łaski dla siebie i swojej rodziny. Kobieta jest skromna, naturalna i bezpośrednia, nie brakuje jej też życiowej mądrości. Mariska ma małe marzenie, chciałaby, aby jej czarda rozkwitła, by była pełna gości, których mogłaby poczęstować smacznymi potrawami. Ciężko pracuje, by to osiągnąć. Uprawia warzywa, chowa zwierzęta, dba o obejście i faktycznie udaje jej się po części osiągnąć cel. Niestety wydarzenia w kraju i na świecie negatywnie wpływają na los Mariski i jej rodziny. Dwie wojny, kilka powstań i nastanie komunizmu – przez to musiała przejść, niestety nie bez szwanku. Oczywiście nie tylko ją los doświadcza, ba, nawet nie tylko Węgrów. Znamy to doskonale również z rodzimej historii. Muszę przyznać, że większość z opisanych tu wydarzeń z przeszłości tego kraju była mi obca, dlatego bardzo się cieszę, że mogłam je poznać, spojrzeć na bolesne losy Węgrów i uświadomić sobie, że bardzo wiele nas łączy.

Lektura „Mariski z węgierskiej puszty” zmusza nas do refleksji nad życiowymi wyborami, nad ludzką bezsilnością, nad tym jak los maluczkich nic nie znaczy dla tych, którzy rządzą. Książka traktuje też o macierzyńskiej miłości i o religijnych dylematach. Wszystko to razem tworzy bardzo ciekawą opowieść, która pochłania nas od pierwszej do ostatniej strony. Sam sposób napisania tej książki, prowadzenia narracji jest świetny, daje poczucie obcowania z bohaterami tych wydarzeń, postaciami bardzo prawdziwymi, takimi, jakie faktycznie mogły żyć na tamtych ziemiach sto lat temu. Mamy poczucie, jakbyśmy byli w środku wydarzeń, jakbyśmy sami przeprawiali się z jednego brzegu Cisy na drugi, niemal słyszymy szum płynącej wody.

Mam tylko małe zastrzeżenie, ale nie do treści, a do okładki, która w moim odczuciu nie pasuje do tej historii i z pewnością nie przedstawia Mariski. Trudno, żeby tak wyglądała ciężko pracująca kobieta na początku dwudziestego wieku, osoba, której los nie rozpieszczał, która nie mogła sobie pozwolić na żadne zbytki. Jest to jednak drobiazg, w końcu najważniejsza jest zawartość książki, a ta spełniła moje oczekiwania w stu procentach.

Mogę śmiało powiedzieć, że jest to najlepsza powieść autorki, jaką miałam okazję czytać. Chociaż pozostałe też mi się podobały, to żadna z nich mnie tak nie pochłonęła, nie wywołała aż tylu refleksji i nie przywiązała do jej bohaterów. Jeżeli macie ochotę na mądrą, życiową historię, która da Wam do myślenia, to świetnie trafiliście.

Serdecznie polecam!

Moja ocen: 8/10

Za książkę dziękuję Wydawnictwu M.



Consilia Maria Lakotta, Mariska z węgierskiej puszty, Wydawnictwo M, 2014,
ISBN: 978-83-7595-796-9,
Str.352.

Książka bierze udział w wyzwaniach: "Klucznik""Historia z trupem" oraz "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu" (2,4 cm, razem 16,7 cm).


Mariska z węgierskiej puszty [Consilia Maria Lakotta]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

40 komentarzy :

  1. Swojego czasu głośno było o tej książce, na razie jej nie czytałam, ale ciągle o niej pamiętam, bo wydaje mi się, że byłabym zadowolona z jej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam. Mam nadzieję, że się skusisz i będziesz zadowolona z lektury.

      Usuń
  2. Czytałam inną powieść autorki i bardzo przypadła mi do gustu

    OdpowiedzUsuń
  3. O, sięgnęłabym choćby zaraz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak...masz racje okładka nie przekonuje, ale podobno nie wolno osądzać książki po okładce :).
    Już od jakiegoś czasu mam ochotę poznać twórczość Lakotty (zresztą dzięki Twoim recenzjom), ale ciągle mi brakuje na to czasu :(. Ja chcę doby 48-godzinnej !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby staramy się nie osądzać książek po okładce, a jednak często to właśnie decyduje o naszym wyborze w księgarni... Chyba jesteśmy trochę wzrokowcami, przynajmniej część z nas. Co do czasu niestety mam podobnie i też chciałabym doby 48-godzinnej! Może wtedy udałoby mi się trochę zmniejszyć moje zaległości. :)

      Usuń
  5. Uzmysłowiłam sobie, że nie mam nic do powiedzenia na temat literatury węgierskiej;/ Trochę mi wstyd:) Twoja recenzja bardzo przypadła mi do gustu, więc już wiem, od czego zacznę moją przygodę z autorami z Węgier:)
    Mariska wzbudza we mnie wiele pozytywnych uczuć, jestem bardzo ciekawa jej przejść i dylematów.
    Okładka, rzeczywiście słaba, flaga węgierska - tak, twarz kobiety - prawie Harlequin;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie udało mi się znaleźć informacji, jakiego pochodzenia jest Lakotta, a każda z trzech książek jej autorstwa, które miałam okazję czytać, dzieje się w innym kraju, więc małe szanse, żeby była to faktycznie literatura węgierska, chociaż jest oczywiście o tym kraju i autorka pisze na ten temat bardzo wiarygodnie. Widocznie dobrze przygotowała się do pisania. Oczywiście gorąco Ci ją polecam mimo tej, jak to dobrze ujęłaś, harlequinowej okładki. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Mam tę książkę, gdyż jakiś czas temu koleżanka podarowała mi ją w prezencie, ale jeszcze jej nie czytałam, gdyż jakoś nie mogę się do niej ''przemóc'. Ale dziś, po twojej recenzji chyba jednak zaryzykuje i dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jakoś nie spieszyłam się do tej lektury. Może to przez tę okładkę. :) Okazuje się, że był to błąd. Zachęcam do czytania i czekam na Twoją recenzję.

      Usuń
  7. Wielka historia tylko wydaje się przepływać w tle ludzkiego życia. Zawsze ma na nie wpływ. Jesteśmy tacy, jak czasy, w których żyjemy i trudno się temu oprzeć, nawet nie jestem pewna czy warto, bo przecież to nasz czas.
    Szczerze Kornelio, nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie Twoja opinia. Nie sięgnęłabym, bo bym jej nie zauważyła właśnie dzięki okładce przywodzącej na myśl niskich lotów czytadełko, na które może i ma się czasem chęć, ale nie zawsze.
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, jak zawsze trudno się z Tobą nie zgodzić. Wielka historia wpływała zawsze na losy maluczkich i niewiele da się z tym zrobić. Można jedynie uciec do innego kraju, na inny kontynent, i chociaż tam czeka na nas inny los, to jednak znowu pewnie coś w nim będzie próbowało mieszać.
      Okładka niestety jest bardzo nietrafiona, przez co książka może trafić do niewłaściwego czytelnika, bo przecież osoba, która szuka lekkiego romansu niekoniecznie doceni taką wartościową lekturę. Chociaż sama twierdzę, że nie zwracam za bardzo uwagi na okładkę, to jednak nie da się ukryć, że często kupujemy oczami, więc dobrze, żeby okładka dawała nam przedsmak lektury. Niestety tym razem tak nie jest, ale mam nadzieję, że dzięki takim recenzjom jak moja, "Mariska z węgierskiej puszty" trafi do szerokiego grona czytelników (tych właściwych) i że będą oni równie zadowoleni jak ja. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  8. To zdecydowanie książka nie dla mnie. Nie przepadam za taką tematyką.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chętnie ją przeczytam jak zdobędę.Do tej pory tej autorki przeczytałam "Serce buszu" chyba z 2-3 lata temu...ale niestety nie zrobiła na mnie takiego wrażenia ,że jak czasami....trudno się oderwać.W naszej bibliotece jest jeszcze jedna "Nie złożę ofiary cesarzowi" o św. Wiktorze z Xanten....Tej o Marisce nie ma ,ale zgadzam się z Tobą,że czasami pierwsze co nam się rzuca w oko....to okładka...i to jest naturalne...tak myślę.Witam Cię Kornelio i dziękuję Basi,za zwrócenie mi uwagi na ten blog .Chętnie będę tu zaglądać,bo rzeczywiście nie piszesz o książkach...w sposób "szkolny"..Wierzę ,że się polubimy ....choćby albo aż dlatego ,że ja także kocham książki....kocham czytać....kocham ich dotyk ,zapach.....a najbardziej szeleszczące kartki....dlatego wolę papierowe wydania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Serca buszu" ani "Nie złożę ofiary cesarzowi" jeszcze nie czytałam. Mam za sobą dwie inne powieści tej autorki, ale ta zdecydowanie jest najlepsza. Mam nadzieję, że Tobie również przypadnie ona do gustu. To naprawdę wartościowa lektura, chociaż wygląda bardzo niepozornie. :)

      Cieszę się, że do mnie trafiłaś (Dziękuję Basiu!) i mam nadzieję, że się tu rozgościsz na dobre. Nawet nie wiesz, jak budujące są dla mnie Twoje słowa, to, że podoba Ci się moje pisanie o książkach, bo w końcu żadna ze mnie fachowa recenzentka. Nie jestem też polonistką, która ma większą wiedzę na temat literatury, potrafi ją zgrabniej ocenić, porównać, wyłapać rzeczy, które mi pewnie często umykają, a przy tym wszystkim ustrzec się błędów, które niestety zdarza mi się popełniać. Uważam jednak, że nie tylko fachowcy powinni oceniać książki, bo w końcu zwykły czytelnik może mieć zupełnie inne spojrzenie na literaturę. Które z nich jest właściwe? Pewnie fachowiec ma rację krytykując jakąś powieść, ale czy przez to przestanie się ona podobać reszcie? Nie, i to jest najpiękniejsze. Dzięki temu mamy taką różnorodność w literaturze, każdy znajdzie w niej coś dla siebie i każdy ma prawo mieć swoje zdanie na temat danej pozycji.
      Też wierzę, że się bardzo polubimy, bo łączy nas wspaniała pasja. Ostatnio przekonuję się do elektronicznych książek, ale chociaż mają one bezsprzecznie swoje zalety, to nie są w stanie dać tego co ich papierowe koleżanki, które wabią nie tylko treścią, ale też zapachem, dotykiem, tym jak wspaniale się prezentują na półce, jak szeleszczą w trakcie czytania... Gorąco Ciebie pozdrawiam!

      Usuń
    2. Fajnie ,bo to znaczy,że obie się cieszymy Kornelio...ze"swojego spotkania".
      Wg mnie właśnie to ,że nie Jesteś "zawodową' recenzentką te opinie,recenzje są "żywe,świeże" ...takie normalne ,a jak piszesz o błędach.....chyba nikt z nas nie jest ideałem ...więc pomyłki są,i będą...a najważniejsze ,aby w tym wszystkim było "serducho" a u Ciebie ...je widać....czuć...no i tyle co mi przyszło tak na gorąco do głowy....

      Usuń
    3. Wiadomo, że wszystkich błędów nie da się uniknąć. Zresztą muszę przyznać, że ja z ortografią to zawsze miałam pewne problemy... Wstydzę się własnych niedociągnięć, ale też trochę się rozgrzeszam, bo często w książkach, które przeszły przez ręce wielu profesjonalistów zanim trafiły do nas też ich nie brakuje. :) Postaram się, żeby tego serducha było jak najwięcej!
      Widzę, że lubisz wielokropek. Ja mam wrażenie, że jestem od niego uzależniona i dlatego od jakiegoś czasu staram się hamować moje zapędy w tym kierunku, oczywiście z różnym skutkiem. :)

      Usuń
  10. Bardzo chętnie przeczytałabym taką mądrą i życiową książkę. Mariska wydaje się godna uwagi, więc będę się za nią rozglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę.

      Usuń
  11. Okładka jest tragiczna, ale jej zawartość wielu osobom może przypaść do gustu,. Niestety ja nie jestem jedną z nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka faktycznie odstrasza. Jednak skoro treść też do Ciebie nie trafia, to nie namawiam. :)

      Usuń
  12. To była bardzo ciekawa lektura. Dowiedzialam się z niej wielu faktów w historii Węgier.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam tę książkę, niestety "Madeleine" tej samej Autorki już tak bardzo mnie nie zachwyciła :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Węgry :> Od dawna mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  15. Muszę o tej książce powiedzieć siostrze. Ona uwielbia Węgry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie nią zachwycona. :)

      Usuń
  16. Skoro tak zachęcasz to muszę przeczytać! Tym bardziej, że poprzednie książki tej autorki mi się podobały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta pewnie spodoba Ci się jeszcze bardziej. Tego Ci życzę. :)

      Usuń
  17. Swego czasu książka często śmigała po blogach, ale jakoś mojego zainteresowania nie zyskała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby nie wpisuje się w Twój gust czytelniczy, ale czasami warto zaryzykować. :)

      Usuń
  18. Mam takie mieszane uczucia, ale jeśli mi wpadnie w ręce to nie pogardzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też podchodziłam do niej z rezerwą, a tu takie miłe zaskoczenie. :)

      Usuń
  19. Mi też ta książka się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń