piątek, 17 maja 2013

Jerome David Salinger „Franny i Zooey”


Jerome David Salinger „Franny i Zooey”

Myślę, że Salingera nie trzeba Wam przestawiać. Nawet jeśli nie słyszeliście o książce "Franny i Zooey", to z pewnością przynajmniej obił się Wam o uszy tytuł "Buszujący w zbożu".  Ja dopiero zaczynam moją przygodę z tym autorem. Na początek zabrałam się za książkę, na którą składają się dwa opowiadania zatytułowane "Franny" i "Zooey". Natomiast "Buszujący w zbożu" czeka na półce na swoją kolej.

Pierwsze z opowiadań czyli "Franny" przybliża czytelnikowi historię pewnej zakochanej pary. Opowieść zaczyna się, gdy Lane wypatruje na dworcu swojej ukochanej, oboje cieszą się na to spotkanie, a jednak coś wisi w powietrzu, coś musi zostać wyjaśnione. Franny jest jakaś dziwna, odmieniona. Może to tylko gorszy dzień, a może dusi coś w sobie. Autor wspaniale ukrywa miedzy wierszami, te najważniejsze treści. Niewiele mówi wprost, dając pole do popisu naszej wyobraźni. Uwielbiam takie krótkie teksty, które zawierają w sobie ogromne pokłady energii.

Natomiast drugie opowiadanie pod tytułem „Zooey” wyjaśnia dużo więcej. Jest ono znacznie dłuższe i napisane nieco inaczej. Na jego początku poznajemy Zooeya podczas kąpieli, kiedy to w wannie czyta stary list od swojego brata Buddy'go. Jest to długi list, pełen przemyśleń, zwierzeń, wyznań i rad. Ablucje dwukrotnie przerywa mu jego mama, Bessie, która zamartwia się swoimi dorosłymi dziećmi i cały ten swój strach obnaża przed synem. Niepokoi się ona Buddy'm, do którego nie może się dodzwonić. Zamartwia się Franny, która wróciła do rodzinnego domu, by przeżywać w samotności załamanie nerwowe. Tak, nie mylicie się, mowa jest o bohaterce pierwszego opowiadanie. Nadal targają nią jakieś wewnętrzne bolączki, na przemian śpi i płacze, kategorycznie odmawia spożywania jedzenia. Rodzice chcą ustalić, jakie są przyczyny jej złego samopoczucia, chcą jej jakoś pomóc.

Zooey jest bratem Franny. Są oni najmłodsi z siódemki rodzeństwa. Wszystkie dzieci z tej rodziny były bardzo uzdolnione, w dzieciństwie brały udział w programie radiowym "Oto mądre dziecko". Była to taka zgaduj-zgadula, w której przez około szesnaście lat ciągle przynajmniej jedno z rodzeństwa brało udział i to ze sporym powodzeniem. Na życie Franny i Zooeya duży wpływ miało starsze rodzeństwo, szczególnie dwójka z nich - Seymour i Buddy. Jednak czy był to pozytywne działanie?

Opowiadania te nasycone są religijnymi i egzystencjalnymi rozważaniami, autor odkrywa przed nami życie wewnętrzne bohaterów, ich problemy natury moralnej. Utwory mówią o poszukiwaniu drogi do Boga, szczęścia oraz o braterskiej miłości. Oba opowiadania znacznie różnią się od siebie, a jednocześnie doskonale się uzupełniają. Salinger po mistrzowsku posługuje się słowem i tym należy się delektować w trakcie tej lektury. Dzieje się tutaj w zasadzie niewiele, ale czy wartka akcja jest niezbędna w dziele literackim? Ważniejsze jest, by książka skłaniała do refleksji i tego z pewnością tej książce nie można odmówić. Można się w niej rozsmakować, chłonąć te filozoficzne dysputy i samemu się nim oddawać. Nie jest to łatwa lektura, nie wiem na ile udało mi się dotrzeć do jej sedna. Być może wrócę do niej jeszcze, bo mam wrażenie, że w trakcie jednego czytania nie można dostrzec całego bogactwa, które w niej tkwi.


Na koniec podzielę się z Wami cytatem z książki:

"Jeżeli ktoś jest prawdziwym poetą, tworzy coś pięknego. To znaczy, że zostaje ci coś pięknego, nawet kiedy już odwrócisz kartkę i odłożysz książkę."
[J. D. Salinger, Franny i Zooey, strona 28]

Chociaż książka ta nie jest poezją, a jej autor nie jest poetą, to jednak fragment ten doskonale opisuje tę literaturę. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak polecić Wam to ponadczasowe dzieło.


Moja ocena 8/10

Jerome David Salinger, Franny i Zooey, Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, 2007,
ISBN 978-83-7359-554-5
str. 232

24 komentarze :

  1. Nie czytałam, ale w planach mam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiłaś mnie tymi opowiadaniami, ale zniechęca mnie wątek religijnych rozważań, drogi do Boga, itp. Pewnie warto przeczytać, jednak ja podchodzę do tego ostrożnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli nie lubisz tego typu problematyki, to raczej odradzam tę książkę, bo na tych rozważaniach się ona opiera. Na szczęście autor nie ograniczył się do wiary katolickiej, nawiązuje on też do buddyzmu.
      Zdecydowanie nie jest to lektura dla każdego.

      Usuń
  3. Pisarza znam, ale muszę się przyznać, że jeszcze żadnej książki tego autora nie czytałam. Mam w planach "Buszujący w zbożu", lecz te opowiadania będę miała również na uwadze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że "Buszujący w zbożu" jest bardziej przystępny, łatwiej można się w niego wciągnąć. Opowiadania podobno są trudniejsze.
      Powtarzam tylko zasłyszaną opinię. Jak przeczytam "Buszującego w zbożu", to z pewnością wyrażę własne zdanie na ten temat.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. A ja słyszałam znowu, że "Buszujący w zbożu" jest średnio dobrą książką (opinie blogerów), ale i tak chciałabym przeczytać książkę i sama się przekonać.

      Usuń
    3. Ile ludzi, tyle opinii. Tym bardziej jestem ciekawa, czy ta książka przypadnie mi do gustu.

      Usuń
  4. Za "Buszującym w zbożu" raczej nie przepadam, ale David Salinger to autor wręcz klasyczny i chętnie poznałabym inne jego książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto spróbować, chociażby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie.

      Usuń

  5. "Buszującego w zbożu" czytałam w liceum, ale niestety było to tak dawno, że nic z tej lektury nie pamiętam. Po opowiadania nigdy nie miałam przyjemności sięgnąć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, sama trafiłam na nie zupełnie przypadkowo. Do zakupu skusiła mnie ich niska cena i nazwisko autora. Moim zdaniem było to dobrze wydane 5 zł :)

      Usuń
  6. Tej pozycji podziękuję, niestety nie widzę nic dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż wstyd powiedzieć ze nie czytałam jeszcze nic z twórczości tego autora :) Jednak mam nadzieję ze niedługo to nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz się czym przejmować, ja też dopiero zaczęłam swoją przygodę z tym autorem:)

      Usuń
  8. Czasami do pewnych książek trzeba zajrzeć po jakimś czasie by odkryć w nich coś nowego. Bardzo dobra recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oooo ciekawe :) przez "Buszującego w zbożu" nie mogłam kiedyś przebrnąć, ale możliwe, że byłam zbyt dziecinna wtedy, dlatego nie skreślam całkiem tego autora, a nawet rozejrzę się w bibliotece za „Franny i Zooey” :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba faktycznie do takiej literatury trzeba dojrzeć. Preferencje czytelnicze z czasem się zmieniają i podejrzewam, że dziesięć lat temu też bym nie potrafiła się tą książką zachwycić.
      Jestem bardzo ciekawa, czy i Tobie się spodoba:)

      Usuń
  10. Oczywiście "Buszującego w zbożu" czytałam, fajnie było, ale nie aż tak bardzo abym zapoznawała się z innymi powieściami autora. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sensu się zmuszać. W końcu jest tyle ciekawych książek do przeczytania.

      Usuń
  11. Kiedyś strasznie nie lubiłam opowiadań, jednak po lekturze książki Alice Munro mój stosunek do tego typu literatury diametralnie się zmienił. Po "Franny i Zooey" chętnie sięgnę, jednak myślę, że przed tym zapoznam się z "Buszującym w zbożu" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobne zdanie na temat opowiadań jak Twoje i też od niedawna je pokochałam. Zdecydowanie ich nie doceniałam:)

      Usuń