piątek, 30 czerwca 2017

Julian Hardy „Jazda na rydwanie”


Książka Juliana Hardy'ego „Jazda na rydwanie” towarzyszyła mi przez bardzo długi czas. Zaczęłam ją czytać w wersji elektronicznej, do tego nie do końca oszlifowanej. W domu sięgam głównie po książki w formie papierowej, chociaż od dawna mam czytnik. O nim przypominam sobie w podróży czy poczekalni, a że takich momentów nie ma zbyt wiele, to na początku dosyć wolno ubywało mi stron „Jazdy na rydwanie”, a tych stron jest naprawdę dużo... Gdy powieść dotarła do mnie w wersji papierowej, to okazało się, że jest to prawdziwe tomisko. Jak myślicie, udało mi się przez nie przebrnąć?

Kwiecień 1938. Bydgoszcz. Zdesperowana Wika, przez wszystkich nazywana Pyzą, chociaż od jakiegoś czasu niewiele ją łączy z tym przezwiskiem, postanawia zaprosić na zabawę klas licealnych Roberta, znanego lepiej w szkole jako Koniu. Do tego obiecuje mu przyspieszony kurs nauki tańca. Przygotowania do balu sprawiają im dużo frajdy, a po zabawie szybko stają się parą. Robert ma jednak pewien problem. Nie ma pieniędzy, a bardzo chce imponować Wice, zapraszać do kawiarń i na bale. Niestety nie może liczyć na matkę, która samotnie go wychowuje, nie okazując czułości, za to nieustannie go krytykując i ciągle czegoś zabraniając. Na lekcji religii Robert znajduje rozwiązanie swojego problemu – postanawia okraść kościół św. Stanisława. Obmyśla plan i szybko wprowadza go w życie...

Głównym bohaterem tej książki jest Robert Meissner i to jego burzliwe życie śledzimy. Czytamy o jego miłościach, doświadczeniach seksualnych, wojennych perypetiach, zawodowych i politycznych dokonaniach. Trzeba przyznać, że powieść jest napisana z dużym rozmachem, zabiera nas niemal w podróż dookoła świata. Poznajemy różne miejsca i odmienne realia. Akcja mknie niczym kolejka wysokogórska. Z przyjemnością poznałam przedwojenną Bydgoszcz i zainspirowana lekturą wyszperałam w Internecie sporo starych fotografii tego miasta.

Akcja książki rozpoczyna się w 1938 roku, a kończy na początku 1974 roku, więc rozpiętość czasowa jest spora, a przeskoków w fabule niewiele. Autor dosyć drobiazgowo opisał los Roberta Meissnera, poza tym obdarzył go ciekawymi cechami. Kilkakrotnie miałam wrażenie, że czytam o superbohaterze. Gdziekolwiek się pojawiał, udawało mu się zaistnieć, rozkochać kilka kobiet i nieźle narozrabiać. Meissner jest żołnierzem, szpiegiem, dyplomatą, mężem i ojcem, sprytem pokonuje wrogów, ma niewyczerpany apetyt seksualny i niewyobrażalny nos do interesów. Jest fascynującym bohaterem, ale bynajmniej nie jedynym w tej książce. Autor stworzył mnóstwo ciekawych, prawdziwych i bardzo wyrazistych osobowości.

Książkę czyta się szybko i z przyjemnością, chociaż jej rozmiary mi osobiście trochę przeszkadzały, Ciężko ją ze sobą gdziekolwiek zabrać, czytanie w łóżku jest niewygodne. Myślę, że korzystne byłoby podzielenie powieści na dwa, a może nawet trzy tomy. Jak już wspomniałam, czytałam tę powieść przez bardzo długi czas, co wcale nie oznacza, że jest zła, wręcz przeciwnie. Fabuła książki zapadała mi głęboko w pamięć i czytanie jej na raty, z kilkutygodniowymi przerwami nie nastręczało żadnych problemów. Zawsze z łatwością powracałam do fabuły, zupełnie jakbym lekturę przerwała chwilę temu, a nie miesiąc wcześniej. Uważam to za dużą zaletę, rzadko która książka sprawdza się w takich warunkach.

Jazda na rydwanie” łączy w sobie wiele gatunków. Jest to bez wątpienia powieść łotrzykowska, ale też przygodowa, sensacyjna, obyczajowa, erotyczna, szpiegowska… Trudno ją zaszufladkować. To bardzo złożona opowieść, wielowątkowa i wielowymiarowa. Do tego sporo możemy się z niej dowiedzieć. Przybliża nam ona dużo wydarzeń historycznych, zahacza też dosyć mocno o politykę, za czym osobiście nie przepadam, ale w wykonaniu Juliana Hardy’ego okazało się to całkiem strawne. Jeżeli chodzi o sceny erotyczne, to są bardzo różnorodne, opisane w ciekawy sposób, chociaż mam wrażenie, że autor nadużywa słowa „pieprzyć”.

Jazda na rydwanie” to jedna z tych książek, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Ze względu na śmiałe sceny erotycznie i dużą ilość przemocy nie polecam jej młodym czytelnikom. Starszym radzę, żeby wygospodarowali dużo wolnego czasu na tę powieść. Książka jeszcze nie pojawiła się w księgarniach, ale myślę, że szybko się to zmieni. Dawno nie miałam do czynienia z tak fascynującym i jednocześnie dopracowanym debiutem. Wypatrujcie premiery!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Autorowi.

Julian Hardy, Jazda na rydwanie, 2017,
ISBN: 978-83-947860-1-4,
Str. 550.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Czytamy nowości".

 Konkurs z "Jazdą na rydwanie"

16 komentarzy :

  1. Lubię udane debiuty, czekam zatem na premierę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezła hybryda gatunkowa. Interesująca książka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę objętość tej książki mnie przeraża :D Mój limit stron to póki co do 400... Kto wie jednak może w końcu skuszę się po te grubsze tomiska. Ta opowieść wydaje mi się ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też od kilku tygodni mierzę się z opasłym tomiszczem, jakim jest "Krótka historia siedmiu zabójstw". Jest wspaniała, ale bardzo trudna i nie da się jej po prostu pochłaniać. "Jazda na rydwanie" ląduje na mojej liście czytelniczej, bo lubię powieści łotrzykowskie, a jeśli łączy w sobie wiele gatunków, to tym lepiej. Chociaż póki co zrobię sobie przerwę od "cegłówek".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię "cegłówki", ale też tylko od czasu do czasu. :)
      To tomisko gorąco polecam!

      Usuń
  5. Treść sprawia wrażenie ciekawej, ale przeraża mnie objętość. Ostatnio lubię tylko krótkie książki. Uważam, że jedną z najważniejszych umiejętności każdego autora powinno być pisanie w sposób zwięzły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ostatnio chętniej sięgam po krótkie powieści - długie długo zalegają na półce. :)

      Usuń
  6. Takie połączenie różnych gatunków literackich w jednej książce może okazać się bardzo ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachęcająca recenzja, książka mnie zainteresowałam, chętnie po nią sięgnę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli książka jest świetna, to chyba dobrze, że jest długa. Prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak i nie. W tym wypadku format może odstraszać i fakt, że trzeba na nią wygospodarować dużo czasu. Jestem za tym, by podzielić książkę na tomy. :)

      Usuń