środa, 15 marca 2017

Amy Harmon „Making faces”

Jakiś czas temu miałam okazję czytać dwie książki Amy Harmon - „Prawo Mojżesza” i „Pieśń Dawida” i śmiało mogę powiedzieć, że dzięki nim stałam się fanką tej autorki. Nie mogłam sobie odmówić lektury kolejnej jej powieści - „Making faces” i z pewnością nie odmówię sobie żadnej kolejnej. Dlaczego?

Fern Taylor jest inteligentną dziewczyną, szaloną i wrażliwą. Niestety jej niesforne rude włosy, „patykowatość”, okulary i aparat ortodontyczny sprawiają, że czuje się jak brzydkie kaczątko. Nie przyciąga chłopięcych spojrzeń, a już z pewnością nie takich, jakich by sobie życzyła i o jakich czyta w płomiennych romansach, których jest wielbicielką. Od najmłodszych lat kocha się w Amrose'ie Youngu – przystojnym i błyskotliwym zapaśniku, który niestety zupełnie się nią nie interesuje. Dziewczyna ma nadzieję, że to kiedyś się zmieni, ale czy jest na to jakakolwiek szansa?

Fern praktycznie cały czas spędza ze swoim kuzynem, Baileyem. Od najmłodszych lat byli nierozłączni i mimo upływu lat to się nie zmieniło. Uwielbiają swoje towarzystwo, świetnie się rozumieją i są dla siebie ogromnym wsparciem. Bailey cierpi na dystrofię mięśniową Duchenne'a, przez którą stopniowo zostaje coraz bardziej unieruchomiony, spędzi resztę życia na wózku skazany na łaskę lub niełaskę innych i do tego wie, że nie będzie żył długo. Mimo to Bailey się nie poddaje, nie użala się nad sobą, a stara się wyciągnąć z danego mu życia jak najwięcej.

Ambrose jest miejscową gwiazdą, liderem drużyny zapaśniczej, w którym podkochuje się mnóstwo dziewczyn. Pokłada się w nim wielkie nadzieje, ma zagwarantowane uniwersyteckie stypendium i wiele osób wróży mu świetną karierę, jednak chłopak boi się, że nie sprosta oczekiwaniom, że być może nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Dlatego wybiera inną drogę. Po ukończeniu liceum postanawia zaciągnąć się do wojska i namawia do tego samego kolegów z drużyny. Wydarzenia z 11 września ciągle żywe, dlatego chłopcy pragną przysłużyć się ojczyźnie, spełnić obowiązek i sprawdzić się w nowych warunkach, jednak nie spodziewa się, że ta szczenięca decyzja będzie tak brzemienna w skutkach.

Opowieść o tych młodych ludziach sprawiła, że na kilka chwil zapomniałam o otaczającym mnie świecie, zupełnie się w niej zatraciłam, zapomniałam o obowiązkach, o tym, że powinnam od dawna spać, a nie pisać na gorąco o tym, co niedawno przeżyłam. „Making faces” to pełna uroku historia o młodości, dorastaniu, o pięknie i brzydocie, o wspaniałej przyjaźni, o chorobie, umieraniu, miłości, żałobie, obowiązku, poczuciu winy, o tym, że w młodym wieku często lekkomyślnie podejmujemy decyzje, które potem zaważą na całym naszym życiu. Czytamy tu też o tym, jak istotny jest wygląd zewnętrzny, o tym, że osobom ładnym jest łatwiej w życiu, co jednak może okazać się zgubne. Gdy komuś wszystko przychodzi gładko, to później nie umie on sobie radzić z porażkami, nie wie, jak się w takiej sytuacji zachować.

Pod pewnym względem jej status brzydkiego kaczątka działał jak pole siłowe, które chroniło ją przed światem, aż dorośnie, osiągnie swój potencjał i zrozumie, że zasługuje na więcej, niż jej się wydaje”.

Mamy tu bardzo ciekawą fabułę, nie brakuje zwrotów akcji, fascynujących i bardzo różnorodnych bohaterów. Oprócz bieżących wydarzeń pojawiają się też wspomnienia z dzieciństwa, dzięki którym możemy na wszystko spojrzeć z szerszej perspektywy.

Pokochałam tę książkę praktycznie od pierwszego zdania, dałam się jej wciągnąć bez reszty, poruszyła mnie ona do głębi, ale przede wszystkim bardzo wzruszyła. Lubię, gdy jestem w stanie przynajmniej częściowo utożsamiać się z bohaterem danej książki, kiedy dotyka ona również jakichś moich wspomnień, dawno niedotykanych uczuć, które tkwią we mnie, z którymi sobie poradziłam, a jednak ich wspomnienie i tak mnie rozbraja. Dokładnie tak było w tym przypadku.

Łzy to dla mnie najlepsza rekomendacja, a biorąc pod uwagę, ile ich wylałam podczas lektury „Making faces”, to bez wątpienia muszę Wam tę powieść polecić. Ja nie płakałam, ja ryczałam, ocierałam oczy i czytałam dalej. Oczywiście nie tylko takie emocje mi towarzyszyły w trakcie tej lektury. Uśmiechałam się i wybuchałam śmiechem, bałam się, kibicowałam ukochanym bohaterom, a teraz mam w głowie mnóstwo myśli, które trudno poukładać. Ta lektura sprawiła, że pękłam, że rozprysłam się na wiele kawałków i teraz jest mi bardzo trudno się pozbierać. „Making faces” to piękna, wzruszająca i dająca do myślenia powieść, którą koniecznie musicie przeczytać.

Moja ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Helion.


Amy Harmon, Making faces, Helion, 2017,
ISBN: 978-83-283-1949-3,
Str. 344.

Cytat pochodzi z recenzowanej książki.


Recenzja bierze udział w wyzwaniu:  "Czytamy nowości".


26 komentarzy :

  1. Po takiej ocenie muszę przec czytać tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! I mam nadzieję, że będziesz nią równie zachwycona.

      Usuń
  2. Wow, jaka wysoka ocena. Muszę tę książkę dorwać w swoje rączki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo słyszałam o tej ksiażce, jednak nie miałam jeszcze okazji jej poznać. Coś czuję, że mi też przypadłaby do gustu, więc gdy tylko na nią trafię - z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zauroczona tą powieścią i Tobie życzę tego samego. :)

      Usuń
  4. Uwielbiam takie oceny, to znak że czytanie danej książki sprawiło wiele radości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, była radość, były łzy, śmiech... Było wspaniale. :)

      Usuń
  5. Cenie powieści, które wzbudzają tyle emocji od śmiechu, aż po łzy. Chętnie zapoznam się z lekturą, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam taką mieszankę uczuciową. :)

      Usuń
  6. Bardzo polubiłam dwie wcześniejsze powieści autorki, więc mam nadzieję, że niebawem przeczytam także "Making faces". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam. Moim zdaniem jest lepsza od dwóch poprzednich.

      Usuń
  7. Lubię książki, które tak mocno wzruszają, ale na razie się powstrzymam. "Prawo Mojżesza" trochę ostudziło mój zapał do twórczości tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Prawo Mojżesza" nie trafiło w Twój gust?

      Usuń
  8. Zastanawia mnie, czemu nie przetłumaczono tytułu, szczególnie że inne książki autorki dostały jednak przekłady na polski;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Skoro takie wywarła na Tobie wrażenie to także chciałabym ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to zdecydowanie jedna z moich ulubionych lektur. Polecam!

      Usuń
  10. Lubię, gdy się wzruszam przy książce, więc warto rozejrzeć się za proponowaną przez Ciebie pozycją:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Tobie również przypadnie do gustu. :) Miło Cię gościć po przerwie. :)

      Usuń
  11. nie znam tej autorki, ale czuję się skuszona...Tym bardziej, że Ty sięgasz po kolejną książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam jeszcze książek tej autorki ;/

    OdpowiedzUsuń
  13. właśnie zaczęłam czytać! Zapowiada się imponująco! <3

    obserwuję bloga i zapraszam do mnie :*
    http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chętnie zajrzę. :) Zapraszam ponownie!

      Usuń