poniedziałek, 14 listopada 2016

K.N. Haner „Sny Morfeusza”

K.N. Haner „Sny Morfeusza”
K.N. Haner to pseudonim polskiej autorki, która zadebiutowała w 2015 roku książką „Na szczycie”. Cóż, nie czytałam tej powieści, więc „Sny Morfeusza” to moje pierwsze spotkanie z autorką. Lubię literaturę erotyczną, a przynajmniej niektóre z tytułów, które do niej przypisujemy. Trafiłam już na kilku całkiem przyzwoitych przedstawicieli literatury erotycznej, ale też na prawdziwe gnioty. Nie mam wygórowanych wymagań względem tego typu powieści, rozumiem, że mają one być rozrywką i ich lektura powinna być przyjemna. Czy tak jest w przypadku „Snów Morfeusza”?

Cassandra Givens denerwuje się przed rozmową kwalifikacyjną, jednak w najgorszych koszmarach nie spodziewa się, że wypadnie ona tak źle. Spotkanie z Adamem McKey'em jest koszmarem. Pan prezes nawet nie odwraca się w jej stronę, jest niemiły, próbuje ją za wszelką cenę wyprowadzić z równowagi i trzeba przyznać, że to mu się udaje. Cassandra nie pozostaje mu dłużna, wyrzuca z siebie, co myśli o zadufanym w sobie mężczyźnie i wypada z gabinetu. Jest zła, że rozmowa przebiegła tak źle. Wiązała z nią duże nadzieje. To dla tej pracy przyjechała do Miami i nie chce wracać do rodziców, do życia, jakie dla niej zaplanowali.

Cassandra mieszka z kuzynką. Nicole namawia ją na wspólny wypad na miasto z jej chłopakiem i jego bratem. Niestety kolacja okazuje się kolejną katastrofą. Xavier cały czas patrzy na jej biust i liczy na łatwy sex. Cassandra jest wściekła i wychodzi z restauracji. Nie zamierza spędzać wieczoru w towarzystwie tego palanta.

Chwilę później zagaduje ją nieznajomy. Tommy pyta, czy chce się zabawić, bo chętnie poszedłby w jej towarzystwie do pobliskiego klubu. Wpuszczają tam tylko pary, więc sam się tam nie dostanie. Wydaje się bardzo sympatyczny, więc Cassandra się zgadza. Wypijają kilka drinków i tańczą. Gdy Tommy znika w toalecie, do Cassandry podchodzi inny mężczyzna i oświadcza, że zabiera ją do siebie. Dziewczyna się zgadza...

Jej nowy towarzysz ma na twarzy maskę, przedstawia się, jako Morfeusz. Jadą do jego domu limuzyną. Po drodze dziewczyna kilkakrotnie nabiera wątpliwości, czy to dobry pomysł, jednak ostatecznie trafia do jego sypialni...

Dwa dni później okazuje się, że tym tajemniczym uwodzicielem jest jej szef, który mimo dziwnego przebiegu rozmowy kwalifikacyjnej postanowił ją zatrudnić. Czy po tym co się wydarzyło, będą w stanie razem pracować?

Muszę przyznać, że powieść zapowiadała się całkiem nieźle. Na początku czytało mi się ją dobrze i byłam bardzo ciekawa dalszego ciągu. Niestety Cassanda jest tak irytującą bohaterką, że w pewnym momencie ciężko było mi ją strawić. Fabuła wydała mi się tak oderwana od rzeczywistości, że trudno było mi przejść nad tym do porządku dziennego. Nie rozumiem, jak dorosła kobieta może być tak lekkomyślna i nieodpowiedzialna. Skoro zaczyna się nową, do tego wymarzoną pracę, to wypada przyłożyć się do niej, a ona spóźnia się już pierwszego dnia i do tego chce wyjść wcześniej. Akcja powieści trwa raptem kilka tygodni, wypełniona jest po brzegi seksem i to bynajmniej nie tylko między Cassandrą a Morfeuszem. Dziewczyna przedstawia siebie jako grzeczną dziewczynę, ma niewielkie doświadczenie w łóżku i to raczej bardzo negatywne, a w Miami zachowuje się, jakby zupełnie nie panowała nad własnym popędem. Robi mnóstwo głupot i co chwilę pakuje się w kłopoty. Jej przemyślenia są naiwne. Adam – Morfeusz też może irytować, szczególnie jego tajemniczość, to, że ukrywa przed Cassandrą ważne rzeczy, ale to byłabym w stanie jakoś przełknąć. Natomiast zachowanie dziewczyny jest dla mnie nie do przyjęcia.

Rozumiem, że w literaturze erotycznej seksu nie może zabraknąć, ale niekoniecznie musi się on wylewać z powieści, jak to jest w tym przypadku. Te całonocne igraszki, ocierania w każdym możliwym miejscu, ciągłe odkładanie obowiązków służbowych, by poświęcić czas na seks, to jednak dla mnie za dużo. Tu orgazm goni orgazm, a bohaterowie są niezmordowani...

W trakcie tej lektury mnóstwo razy przewracałam oczyma z niedowierzania i irytacji. Okropnie wkurzała mnie ta książka. Doczytałam ją jednak do końca i muszę przyznać, że mimo wielu wad, jestem jednak ciekawa kontynuacji, chciałabym się dowiedzieć, o co w niej chodzi. Dlatego pewnie w przyszłości sięgnę po dalszy ciąg i mam nadzieję, że nie będzie mnie on aż tak mocno wyprowadzał z równowagi.

Moja ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Helion.




K.N. Haner, Sny Morfeusza, Wydawnictwo Helion, 2016,
ISBN: 978-83-283-2334-6,
Str. 416.

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:   "Czytamy nowości" oraz  "Łów słów".

24 komentarze :

  1. No ładnie, książka wkurza :) A ja czekam na BT!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze lepsze to niż "50 twarzy Greya" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, chociaż pewne podobieństwa są. :)

      Usuń
  3. Kurczę, nieco ostudziłaś mój zapał, bo dotychczas czytałam dość pochlebne recenzje tej książki. W sumie czasem lubię sięgnąć po erotyk, ale tak jak i Ciebie, irytuje mnie nadmiar scen łóżkowych w całej historii. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może akurat książka przypadnie Ci do gustu. Cóż, ja liczyłam na coś więcej, ale jak już napisałam, jestem ciekawa dalszego ciągu.

      Usuń
  4. Mnie również strasznie irytowało zachowanie główniej bohaterki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak książka Cię zachwyciła, mnie niestety nie. :)

      Usuń
  5. Do tej pory spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na temat tej powieści, więc jestem nieco zdziwiona Twoją, ale w zasadzie... jeszcze bardziej mnie do niej zachęciłaś, pomimo tego, że nie oceniasz jej zbyt dobrze. Niebawem sama przekonam się, jakie wrażenie wywrą na mnie "Sny Morfeusza", bo czekają na półce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewykluczone, że Tobie się spodoba. Tego Ci właśnie życzę. Mimo wielu zgrzytów powieść mnie zaintrygowała.

      Usuń
  6. Skoro Cię wkurzała to rzeczywiście szkoda Twojego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie wkurzyła. Chociaż niekiedy negatywne emocje są lepsze niż żadne. :)

      Usuń
  7. Mnie również nie powaliła na kolana

    OdpowiedzUsuń
  8. może dobrze, że książka została wydana pod pseudonimem...skoro efekt jest taki a nie inny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka ma wielu amatorów. Gdyby główna bohaterka była istotą myślącą, to pewnie czytałoby mi się tę powieść lepiej, a tak niestety jestem zirytowana, chociaż (nie wiem, czy się z tego powodu cieszyć) ciekawa dalszego ciągu.

      Usuń
  9. Czyżby nowy Grey? ;)
    Paradoksalnie, im mocniej książka jest przesycona erotyzmem, tym bardziej mnie zniechęca. Greya nie przeczytałam chyba "na przekór", dlatego że taki szał był na tę książkę. Zaparłam się i już. Wiem, że książki, którą czytałaś, pewnie też nie przeczytam. Nie, nie jestem pruderyjna - raczej przekorna.


    Pozdrowienia ślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wypadku autorka z ilością seksu przesadziła, ale z głupotą głównej bohaterki jeszcze bardziej. :)
      Książa faktycznie skojarzyła mi się z Greyem.

      Usuń
  10. Ciekawa jestem, czy bohaterka również by mnie tak irytowała. Kiedyś może to zweryfikuję :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Większość literatury erotycznej wydaje mi się zbyt denna, żeby poświęcać na to swój czas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety większość pozycji faktycznie taka jest.

      Usuń