niedziela, 20 stycznia 2019

Isabel Allende „W samym środku zimy”

Isabel Allende „W samym środku zimy”

Każdy z nas chyba ma takich autorów, po których książki sięga w ciemno. Przy okazji ma bardzo duże oczekiwania względem danej lektury. Isabel Allende już kilka razy mnie oczarowała, zabrała do świata pełnego magii i uczuć. Nic więc dziwnego, że gdy tylko zobaczyłam zapowiedź jej najnowszej powieści, to zapragnęłam ją przeczytać. Niestety od daty premiery minęło już trochę czasu, a ja dopiero teraz skończyłam ją czytać. Zastanawiacie się pewnie, z czego wynika ta zwłoka? Cóż, gdy książka pojawiła się na rynku, w blogosferze natknęłam się na całe mnóstwo recenzji tej powieści. Część z nich była pozytywna, ale sporo osób mocno krytykowało tę książkę. Nawet Ci, którzy byli usatysfakcjonowani tą lekturą, twierdzili, że niestety nie jest to najlepsza powieść Isabel Allende. Dlatego postanowiłam poczekać aż opadnie kurz, czyli minie największe zamieszanie wokół książki i z pewnym poślizgiem zabrałam się za czytanie powieści. Czy lektura spełniła moje oczekiwania, czy pozostawiła mnie z pewnym niedosytem?

Brooklyn zasypał śnieg, całe miasto zostało sparaliżowane. Obfite opady śniegu i temperatura trochę poniżej zera sprawiły, że w Nowym Jorku ogłoszono stan klęski żywiołowej. Odwołano zajęcia na wydziale, na którym pracowała Lucía. Zresztą i tak trudno byłoby jej się przedrzeć przez zaspy i dotrzeć na Manhattan. Kobieta poczuła się samotna w niewielkim wynajmowanym mieszkaniu. Spragniona kontaktu z jakimkolwiek człowiekiem, zadzwoniła do Richarda, który mieszkał piętro wyżej, był jednocześnie właścicielem budynku i przełożonym Lucíi. Jednak mężczyzna nie dał się skusić na cazuellę, chilijską zupę, którą mu zaproponowała, ani też na jej towarzystwo.

Kolejnego dnia Richarda miał wyrzuty sumienia, że sprawił przykrość Lucíi. Jednak niebawem okazało się, że ma własne problemy. Jeden z jego czterech kotów miał objawy zatrucia. Najprawdopodobniej napił się rozlanego pod zlewem w kuchni rozmrażacza. Mimo niesprzyjających warunków na drodze mężczyzna wyruszył do przychodni weterynaryjnej. Fachowa lekarka bynajmniej nie pocieszyła Richarda, uważała, że stan zwierzaka jest wynikiem jego zaniedbania. Kot został na obserwacji, a jego pan wyruszył w drogę do domu. Nie czuł się dobrze, przepełniały go złe myśli, martwił się swoją przyszłością, ale też swoją aktualną marną egzystencją. Jego okulary stały się mokre od łez lub potu. Gdy próbował je wytrzeć, te mu wyleciały z rąk. Schylił się po nie, na chwilę tracąc z oczu drogę i w tym momencie auto jadące przed nim zahamowało, a samochód Richarda wjechało w jego tył. Mężczyzna poczuł się do winy, wysiadł, przeprosił, powiedział, że jego ubezpieczenie pokryje wszelkie szkody, ale drobna dziewczyna, która wysiadła z białego auta zdawała się go nie słyszeć. Była skoncentrowana na tym, by jakoś domknąć klapę bagażnika, co jednak jej się nie udało. W końcu wsiadła do auta i zaczęła odjeżdżać. Richard w ostatniej chwili rzucił jej na kolana swoją wizytówkę.

Wieczorem, za dwadzieścia dziesiąta, ktoś zadzwonił do jego drzwi. Zdziwiła go ta późna pora odwiedzin. Przed drzwiami stała dziewczyna, z którą miał wcześniej stłuczkę. Skonsternowany wpuścił ją do domu. Próbował jej wyjaśnić, że musi się skontaktować z zakładem ubezpieczeń, nie bezpośrednio z nim, jednak ta zdawała się zupełnie go nie rozumieć. Z rysów twarzy wywnioskował, że dziewczyna może pochodzić z Ameryki Południowej, uznał więc, że jego chilijska sąsiadka lepiej się z nią dogada niż on. Zadzwonił po Lucíę, która zgodziła się pomóc. Z urywanej i niezbyt składnej opowieści Evelyn dało się wydedukować, że dziewczyna wzięła bez pozwolenia auto swojej pani i teraz bała się wrócić do domu. Jej szef jest bardzo złym człowiekiem...

Lucía wraz z Richardem postanowili, że dziewczyna może zostać na noc, jutro postarają się pomóc. Wspólnie zjedli skromny posiłek, po czym na deser Richard poczęstował ich ciasteczkiem z leczniczą marihuaną. Szybko odczuli skutki działania narkotyku, oprócz kręcenia w głowie, rozwiązały im się języki i każde z nich zaczęło opowiadać historię swojego życia...

Poznajemy tu trzy osoby po przejściach, każde z nich ma za sobą bardzo trudne doświadczenia, z pośród których na czoło wysuwa się śmierć. Każdy stracił z nich kogoś bliskiego, a czasami nawet wszystkie bliskie osoby. Jedni nie mieli wpływu na te wydarzenia, inni czują się winni temu, co się stało. Uciekają od przeszłości albo próbują ją wyjaśnić, ale trudno powiedzieć, aby którekolwiek z nich wiodło normalne życie... Teraz jednoczą siły, by uratować Evelyn, przy okazji sami ładują się w niezłe kłopoty i mocno się narażają. Muszę przyznać, że to w jaki sposób Richard i Lucía próbują pomóc Evelyn wydało mi się trochę mało wiarygodne, szczególnie że w ogóle się wcześniej nie znali. Aby chronić dziewczynę łamią prawo i zacierają ślady jakby byli doświadczonymi bandziorami. Żeby było śmieszniej wyruszają w podróż zaśnieżonymi drogami w towarzystwie psa chihuahua. Znacznie bardziej wiarygodne wydają się historie, które opowiadają nasi bohaterowie. Naprzemiennie zdradzają nam oni swoją trudną przeszłość, blaski i cienie ich życia.

W powieści znajdziemy sporo informacji na temat burzliwej historii Chile, Gwatemali czy Brazylii, ale też o sytuacji politycznej i nastrojach społecznych w tych krajach, o losie imigrantów w Stanach Zjednoczonych czy Meksyku, również tych nielegalnych. Autorka bez wątpienia potrafi ciekawie opowiadać, ale tym razem to nie wystarczyło, bo same historie mnie znużyły. Tempo akcji jest dosyć powolne, do tego losy poszczególnych bohaterów poznajemy naprzemiennie, przez co gdzieś ulatnia się napięcie. Na szczęście książki nie czyta się źle, jednak trudno powiedzieć, żeby ta powieść mnie pochłonęła czy oczarowała.

Isabel Allende porusza wiele ważnych tematów. Mamy tu samotność, dojrzałą miłość, sporo życiowej mądrości, rezygnację zestawiona z nadzieją na lepsze jutro. Pojawia się też trochę lokalnych wierzeń, po które autorka lubi sięgać i w których czuje się dobrze.

W samym środku zimy” to powieść wartościowa, napisana poprawnie, przedstawiająca interesujących i bardzo złożonych bohaterów, jednak inna od pozostałych książek tej autorki. Mnie zabrakło magii, którą tak lubię w powieściach Allende, ale też znużyło mnie wolne tempo akcji. „W samym środku zimy” to nie jest zła powieść, myślę, że wielu czytelnikom może się spodobać, szczególnie jeśli lubią gawędziarski styl tej autorki, jednak jak widać na moim przykładzie, po przeczytaniu tej powieści może pozostać spory niedosyt. Może liczyłam na zbyt wiele? Autorka przyzwyczaiła mnie do pewnych standardów, a tym razem podeszła do pisania inaczej. Bez wątpienia powieść znajdzie swoich amatorów, wielu będzie nią zachwyconych, ale niestety nie jest to powieść dla każdego. Nie polecam ani nie odradzam.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Warszawskiemu Wydawnictwu Literackiemu MUZA SA.


Isabel Allende, W samym środku zimy, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2018,
ISBN: 978-83-287-1053-5,
Str. 352.

Na koniec mam dla Was informację, że 22 stycznia będzie miała miejsce premiera drugiego tomu serii „Zanim nadejdzie jutro” Joanny Jax. Znacie ten cykl? Ja dopiero zabieram się za czytanie pierwszej części, czyli „Podróży do krainy umarłych”, więc niebawem możecie się spodziewać recenzji. Jeśli jednak pierwszy tom już za Wami, to możecie kupić drugi w promocyjnej cenie na stronie Wydawnictwa Videograf.

Joanna Jax "Ziemia ludzi zapomnianych"

28 komentarzy :

  1. Jako że, nie czytałam jeszcze niczego tej autorki, będę miała inne spojrzenie na tę książkę, więc jestem ciekawa, jak ją odbiorę, bo przyznam szczerze, że bardzo mnie zaciekawiła. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa, jak odbierzesz tę książkę. Koniecznie sięgnij też po inne jej dzieła. Warto!

      Usuń
  2. Nie znam jeszcze żadnej książki Allende, ale może zacznę od przeczytania na początku jakiejś innej jej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że jest takie wolne tempo akcji. To mnie nieco zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam tej autorki. Gdy będę miała okazję na pewno sięgne po jakąś jej książkę aby wyrobić sobie własne zdanie :) pozdrawiam :) www.wspolczesnabiblioteka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam twórczość tej autorki, nawet jeśli ta powieść nie do końca mnie zachwyciła. :)

      Usuń
  5. Nie znam i Ja również tej Autorki, ale recenzja mnie przekonała do tego, by to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem niezmiernie ciekawa, czy trafi w Twój gust. Mam wrażenie, że jest znacznie bardziej w Twoim niż moim guście. :)

      Usuń
  6. Myślę, że mogłabym dać tej książce szansę. Jeszcze nie znam twórczości autorki, więc może trochę inaczej ją odbiorę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe - ja miałam duże oczekiwania względem tej książki. :)

      Usuń
  7. Zaciekawiła mnie Twoja recenzja i z chęcią się zapoznam z tą pozycją.

    Serdecznie pozdrawiam.
    www.nacpana-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem niezmiernie ciekawa, czy książka przypadnie Ci do gustu.
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
  8. W sumie trochę rozczarowująca, dlatego raczej będę omijać. Mogłaby jednak być bardziej wartka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami brak wartkiej akcji nie przeszkadza, ale tym razem niestety tak właśnie było.

      Usuń
  9. Hmm... Zwróciła moją uwagę już w momencie premiery, ale nie jestem jeszcze zdecydowana do przeczytania ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie namawiam, ale też nie odradzam. :)

      Usuń
    2. Zaczęłam się zastanawiać, po jakich Autorów ja sięgam w ciemno i w sumie malutko wyszło. Raczej jednak tak z seriami wydawniczymi mam :).

      Usuń
    3. Ja mam kilku takich autorów, ale jak widać ta metoda nie zawsze się sprawdza. :) Z drugiej jednak strony jeśli lubię twórczość jakiegoś autora, to i gorsze książki chcę poznać, zresztą dopóki ich nie przeczytam, to nie wiem, czy mi się spodobają. Bynajmniej nie zniechęciłam się do twórczości Allende, z pewnością sięgnę po kolejne tytuły.

      Usuń
  10. Zgadzam się, że nie jest to powieść dla każdego. Według mnie wolniejsze tempo akcji obyczajowej było,by nie znużyć też informacjami i 'smaczkami' na temat rządów i władzy, które były między słowami :) Mi się akurat podobała,chociaż nie jest jej najlepszą książką, to fakt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niestety te informacje trochę znużyły. Ale przede wszystkim liczyłam na więcej i stąd to rozczarowanie. :)

      Usuń
  11. Lubię książki tej Autorki i od czasu do czasu po nie sięgam...

    OdpowiedzUsuń