poniedziałek, 11 lipca 2016

Augusta Docher "Anatomia uległości"

Augusta Docher "Anatomia uległości"

Temat BDSM jest ostatnio dosyć popularny w literaturze. Zawdzięczamy to w dużej mierze sukcesowi "50 twarzy Greya", który pokazał, że jest duże zapotrzebowanie na pikantną prozę erotyczną. O dziele pani E.L. James nie będę się tu rozwodzić, bo nie ta książka jest tematem mojej recenzji. Powiem tylko, że oczywiście ma ona mnóstwo wad, tłumaczenie woła o pomstę do nieba, główna bohaterka jest niezmiernie irytującą osobą... Zarzuty można mnożyć, ale nie zmienia to faktu, że książkę przeczytało mnóstwo osób. Nic więc dziwnego, że wielu autorów poszło w ślady E.L. James. Teraz możemy przebierać w tego typu pozycjach, zarówno zagranicznych jak i polskich. Czy "Anatomia uległości" Augusty Docher to książka, na którą warto zwrócić uwagę?

Melania Duvall jest kobietą bardzo inteligentną. Jest prawą ręką szefa Upper East Side, sporej nowojorskiej kancelarii prawniczej. Prywatnie jest kobietą bardzo rozrywkową, często zmienia mężczyzn i gustuje w tych sporo młodszych od siebie, najlepiej prawiczkach. Kobieta wpada w oko Adamowi Hardingowi, przystojnemu i bardzo majętnemu biznesmenowi. Mężczyzna postanawia zdobyć pannę Duvall i konsekwentnie brnie do celu.

Powiecie pewnie, że to banalna historia? Nic bardziej mylnego. "Anatomia uległości" to owszem opowieść o związku, o miłości i namiętności, ale też o bólu i o tym, że można czerpać przyjemność z jego odczuwania i zadawania. Przynajmniej częściowo odpowiada nam ona na pytanie, dlaczego ludzie wchodzą w układ pan-uległa, co im on daje, jak mogą się czuć bezpiecznie w takiej sytuacji? Dla mnie to ciągle trudna do zrozumienia relacja, ale dzięki takim książkom jak ta, to się zmienia.

"Anatomię uległości" czyta się szybko i lekko. Napisana jest ona przystępnym językiem, a stylowi autorki nie można nic zarzucić. Do tego muszę przyznać, że ta historia bardzo wciąga, tak było przynajmniej w moim wypadku. Szczególnie emocjonujący był środek tej powieści i to właśnie na tym etapie brałam pod uwagę zarwanie nocy dla tej historii. Rozsądek wygrał. Jako mama i tak często chodzę niewyspana, więc czytanie do rana raczej odpada. Z pewnością wiązałoby się to z kompletna nieprzytomnością w pracy, chociaż i bez tego muszę przyznać, że ciężko było mi się skupić na obowiązkach... Około pierwszej w nocy z wielkim żalem odłożyłam książkę, co i tak jak dla mnie jest dosyć późną porą, i poszłam spać. Rano przed pracą udało mi się przeczytać kilka kolejnych stron, a potem przez następne osiem godzin co chwilę wracałam myślami do bohaterów tej książki i zastanawiam się, jak potoczą się ich losy... Uwielbiam ten stan, gdy książka tak potrafi mną zawładnąć, że nie potrafię przestać o niej myśleć i najchętniej czytałabym ją nawet w pracy. Obawiam się jednak, że mojemu szefowi raczej by się to nie spodobało...

Do gustu przypadli mi też główni bohaterowie tej opowieści. Zarówno Melania jak i Adam to bardzo ciekawe postacie, niepozbawione wad, sprzeczności i ciekawej przeszłości. Trochę mnie zdziwiło, że twarda panna Duvall tak szybko dała się oczarować Adami Hardingowi i do tego zgodziła się na warunki, które postawił mężczyzna, ale czy również w prawdziwym świecie nie jest tak, że kobiety są z pozoru bardzo silne, biorą na swoje barki duża odpowiedzialność, podejmują wiele ważnych decyzji, a w gruncie rzeczy chętnie przerzuciłby przynajmniej część władzy na kogoś innego i pozwoliły mu pokierować swoim życiem? Chyba coś w tym jest.

"Anatomia uległości" bardzo mi się spodobała, oczarowała mnie, rozgrzała do czerwoności, wielokrotnie rozbawiła, ale też dała do myślenia. To pozycja ciekawa, oryginalna, zaskakująca i porywająca, ale muszę też podkreślić, że nie jest to książka dla każdego. Nie trzeba być fanem BDSM, żeby dać się pochłonąć tej opowieści, ale z pewnością trzeba być tolerancyjnym wobec takich zachowań, nie negować ich z góry i trzeba przynajmniej starać się je zrozumieć.

Moja ocen: 8/10

Fragmenty powieści możecie przeczytać na blogu: "Anatomia uległości".

Augusta Docher, Anatomia uległości, Lucky, 2016,
ISBN: 978-83-65351-03-6,
Str. 592.

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:  "Polacy nie gęsi" "Czytamy nowości"  oraz "Historia z trupem".

10 komentarzy :

  1. Chyba jednak nie dla mnie, ale może kiedyś w przyszłości się przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gust się zmienia, więc może kiedyś skusisz się na tę pozycję. Warto dać jej szansę.

      Usuń
  2. Mnie ten tytuł jakoś nie do końca przekonuje. Pewnie dlatego, że mam w dalszym ciągu pewne opory przy sięganiu po powieści z tego gatunku i nie zawsze swobodnie się w nim czuję podczas lektury. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może za jakiś czas się to zmieni. Wtedy koniecznie sięgnij po ten tytuł. :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z przedmówczynią; ja też rzadko sięgam po taką tematykę, ale głównie z powodu: szkoda mi na nią czasu ;D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Ja czasami lubię przeczytać coś zupełnie innego i nowego dla mnie.

      Usuń
  4. Dostałam na próbę fragment tej książki i mi się nie spodobał, więc jakoś ostatecznie nie sięgnęłam po książkę. :c
    Lost in books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. To nie jest lektura dla każdego i nie ma sensu czytać jej na siłę. Trzeba mieć z tego przyjemność.

      Usuń
  5. Do tego gatunku nie jestem przekonana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie namawiam, ale czasami warto zaryzykować. :)

      Usuń