niedziela, 13 marca 2016

Susan Jane Gilman „Królowa lodów z Orchard Street”


Lody to mój największy smakołyk. Uwielbiam je niemal pod każdą postacią, chociaż muszę przyznać, że w ostatnich czasach kupienie dobrych lodów stało się prawdziwym wyzwaniem. Czasami trudno znaleźć w nich mleko czy śmietanę, za to lista sztucznych składników nie ma końca. Gdzieniegdzie mali lokalni producenci lodów pamiętają, że dla dobrego smaku wystarczy kilka, ale dobrych składników. Jednak są oni zdecydowanie w mniejszości, więc wybrednym smakoszom tych deserów często pozostaje własna domowa produkcja albo obejście się smakiem. Przykre. Liczę na to, że z czasem coś się zmieni, że świadomi konsumenci wymuszą na producentach lepszą jakość. Zobaczymy, a tymczasem wracam do sedna sprawy, czyli książki Susan Jane Gilman „Królowa lodów z Orchard Street”. Jak myślicie, narobiła mi ona apetytu na lody?

Jest rok 1913. Malka Treynovsky wraz z rodziną wyjeżdża z niewielkiej rosyjskiej miejscowości, Wiśniew, w poszukiwaniu lepszego życia. W Hamburgu czekają na statek, który ma ich zawieźć do Kapsztadu, dokąd zaprosił ich wujek Hyrym. Jednak plany z czasem się zmieniają. Mama i siostry Malki zaczynają chorować i zostają objęte kwarantanną. Wyjazd trzeba odłożyć. Malka i jej ojciec z każdej strony słyszą o Ameryce, o tym, jak się tam żyje, że natychmiast dostaje się tam pracę i ziemię zupełnie za darmo… Wizja wyjazdu do Afryki wydaje się znacznie mniej kusząca, więc w końcu w tajemnicy ojciec z córką wymieniają bilety… Czy Ameryka przywita rodzinę Treynovskich tak, jak tego oczekują? 

„Królowa lodów z Orchard Street” to historia Malki Treynovsky, Malki Bialystoker, Lillian Dinello i Lillian Dunkle. Chociaż wydaje się to bardzo dziwne, to pod tymi czterema nazwiskami kryje się ta sama osoba – nasz mała Malka, która wyruszyła z Rosji na podbój świata. Ameryka wcale nie okazała się tak cudowna, jak malowali ją ludzie w Hamburgu. Jej rodzina bardzo szybko się rozpadła, a dziewczyna po bardzo poważnym wypadku została kaleką, której wyrzekła się nawet własna matka. Los dziewczynki był bardzo trudny, ale na szczęście Malka potrafiła ciężko pracować, miała głowę do interesów, świetne pomysły i niesamowity upór w dążeniu do celu. Dzięki temu stała się amerykańską królową lodów, osobą znaną i cenioną.

Muszę przyznać, że autorce udało się stworzyć bardzo wiarygodną historię i główną bohaterkę. Aż nie chce się wierzyć, że Lillian Dunkle to postać fikcyjna. Tłem opowieści są prawdziwe wydarzenia, obok postaci fikcyjnych pojawiają te autentyczne. Prawda łączy się z fikcją literacką tak spójnie, że często trudno odnaleźć granicę. Powieść napisana jest w pierwszej osobie. Narratorką jest główna bohaterka – wielki atut tej książki. Trudno przejść obok niej obojętnie. Malka wzbudza mnóstwo emocji – od żalu po podziw czy irytację. Ta kobieta idzie swoją drogą, na przekór wszystkiemu uparcie dąży do celu, jest bezwzględna, ale ma też swoje słabości. Jest bardzo zaangażowana w pracę, w osiągnięcie sukcesu, jednocześnie potrafi być też mistrzynią zemsty. To bardzo barwna postać, nieszablonowa, niepokorna, nie dająca się zamknąć w żadne ramy. Ma swoje dziwactwa i charakterystyczne powiedzonka. „Ukamienujcie mnie” powtarza tak często, że czasami faktycznie ma się chęć to zrobić. 

„Królowa lodów z Orchard Street” to niemal powieść idealna. No właśnie niemal, w moim odczuciu małe skrócenie tej sporych rozmiarów książki wyszłoby jej na dobre. Jest naprawdę rewelacyjnie, ale mogłoby być jeszcze lepiej. Zbytnia drobiazgowość osłabia zainteresowanie czytelnika . W tej książce są fragmenty od których naprawdę trudno jest się oderwać, ale są też i takie, których nie czyta się z zapartym tchem. Jest to jednak niewielkie zastrzeżenie, bo ogólnie powieść zrobiła na mnie ogromne wrażenie. 

Cała opowieść jest bardzo ciekawa, zaskakująca, napisana z dużym rozmachem, poczuciem humoru i fantazją. Czyta się ją naprawdę dobrze, mimo iż często autorka przeskakuje od bieżących wydarzeń do przeszłości i odwrotnie. Gwiazdą tej powieści są też oczywiście lody, dlatego w drodze powrotnej z księgarni nie zapomnijcie wskoczyć do sklepu spożywczego po sporą porcję tego smakołyka. Może się on okazać niezbędny w trakcie czytania "Królowej lodów z Orchard Street". 

Oczywiście polecam!

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

Susan Jane Gilman, Królowa lodów z Orchard Street, Czarna Owca, 2015,
ISBN:978-83-7554-974-4,
Str. 600.

Książka bierze udział w wyzwaniach: "Klucznik"  oraz "Historia z trupem".

Królowa lodów z Orchard Street [Susan Jane Gilman]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

35 komentarzy :

  1. To też i mój największy przysmak. Nawet zimą je jem :)
    Ciekawi mnie ta Malka. Sześćset stron to rzeczywiście trochę przydużo, autorka mogłaby skrócić i powyrzucać co nudniejsze fragmenty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że takie wycinanie i skracanie to wielki ból dla autora, ale czasami warto. Też jem lody przez cały rok. :)

      Usuń
    2. Właśnie czytam to smakowite cudo. I nie wyrzuciłabym z niej ani jednego akapitu.

      Usuń
    3. Właśnie czytam to smakowite cudo. I nie wyrzuciłabym z niej ani jednego akapitu.

      Usuń
    4. Cieszę się, że tak Ci się spodobała ta książka. :)

      Usuń
  2. Mam w planach tę powieść :) Szkoda, że taka gruba ta książka, bo ostatnio coś celuję w cienizny, żeby jakoś mi rosła liczba tytułów do przeczytania ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie, chwilę mnie nie było, ale już wracam i tym razem chyba na dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety też powinnam się zabrać za krótki książeczki, bo na tomiska mam zdecydowanie za mało czasu. :)
      Nie musisz przepraszać. Rozumiem. :)

      Usuń
  3. Lubię takie dopracowane, wiarygodne historie. Nie zniechęca mnie objętość tej książki, fabuła brzmi na tyle ciekawie, że z chęcią bym się skusiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami wart sięgnąć po takie tomisko. :)

      Usuń
  4. Ostatnio zauważam tendencję do przegadania w ksiązkach, jakby autor szedł na ilość stron i rozmiar książki...

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie się zapowiada. I jeszcze ta kusząca, ciekawa okładka :)Co do produkcji lodów, w pięknym Karpaczu jest taki mały, wieloletni sklepik, gdzie sprzedają takie domowej roboty, naturalne lodowe pyszności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam wyszukiwać takie tradycyjne lodziarnie. :)

      Usuń
  6. Poczucie humoru w książkach lubię :). Fabuła wydaje się ciekawa a wiarygodna główna bohaterka zdecydowanie zasługuje na plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też cenię sobie poczucie humoru, nie tylko w książkach. :)

      Usuń
  7. Nie słyszałam o tej książce, a wygląda naprawdę na taką godną uwagi ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwszy raz słyszę o tej pozycji, ale wydaje się ciekawa!
    Super recenzja, może sięgnę po tę ksiażkę!
    Buziaki! :*
    StormWind z bloga cudowneksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię takie powieści napisane z rozmachem. Poza tym, okładka jest przepiękna.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja wyjątkowo nie przepadam za lodami :) Wyjątek robię jedynie dla lodów z maszynki.
    Co do książki- zastanowię się nad nią jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie o takich lodach z maszyny jest, chociaż nie tylko. :)

      Usuń
  11. Już od pewnego czasu myślę o tej powieści i cieszę się, że kolejna rekomendacja jest aż tak pozytywna. To, że z książki kipi pozytywnym humorem i fantazją, jest dla mnie dodatkowym atutem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz nią zachwycona. :)

      Usuń
  12. nie czytałam tej pozycji, ale może gdy znajdę chwilkę czasu to przeczytam ;)
    Serdecznie pozdrawiam.
    www.nacpana-ksiazkami.blogspot.de

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, warto wyskrobać dla niej trochę czasu. :)

      Usuń
  13. Wydaje się dość ciekawa, jednak jeszcze się zastanowię nad jej przeczytaniem;)

    OdpowiedzUsuń
  14. A mam w planach tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Stoi u mnie na półce od grudnia (Pan R. mi ją przyniósł) i tak ją tyko przekładam, ale myślę sobie, że na wakacje będzie jak znalazł ;) No bo kiedy, jak wtedy najlepiej smakują lody? ;)

    ps. Ze sklepowych półek polecam lody Häagen-Dazs. Wprawdzie drożdże niż, normalnie, ale bardzo dobry skład i smak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mam refleks, jeśli chodzi o odpowiedzi. :) Lody z pewnością wypróbuję. Ostatnio często robię domowe i przez to większość kupnych przestała mi smakować. :)
      Lektura faktycznie idealna na lato.

      Usuń
  16. bardzo dobra recenzja, naprawdę szacunek. jestem niedawno po przeczytaniu tej ksiazki więc na swieżo. zaczynam takze swoją przygodę z blogiem ksiązkowym jednak mniej szablonowm. zapraszam rowniez do siebie.http://oksiazce.piszecomysle.pl/ pozdrawiam. m

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa i przepraszam, że odpisuję z takim poślizgiem. :) Chętnie zajrzę do Ciebie.

      Usuń