poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Karolina Wiaczewska „Kalecznicy”

Karolina Wiaczewska ukończyła filozofię, pracuje jako śpiewaczka operowa, ale też próbuje swoich sił w pisarstwie. Jest laureatką konkursu literackiego „Kryminalny Olsztyn” 2014. Interesuje się historią, biega, chodzi po górach i fotografuje. Kobieta o wielu twarzach i wielu pasjach. Co kryje się za tajemniczym tytułem jej książki - „Kalecznicy”?

Kilka osób, kilka historii, które w pewnym momencie się splatają. Camden i Melwyn – para nauczycieli, których coś do siebie ciągnie, jednak oboje skrzętnie ukrywają to przed światem. Edmund Corshay robi wszystko zgodnie z planem, nie lubi niespodzianek. Już powinien być w drodze na dworzec, ale wspólnik, na którego czeka, spóźnia się. Przez to i on dociera na miejsce niezgodnie z planem, zamiast półtorej godziny przed odjazdem pociągu, jest tam godzinę i dwadzieścia osiem minut przed czasu. Jest niezadowolony z tego dwuminutowego opóźnienia. Jest też anonimowa bohaterka, która zasypuje swojego rozmówcę różnego rodzaju inwektywami, krzyczy i grozi.

Poranione dusze, które w dziwny sposób radzą sobie w rzeczywistością, uciekają w schematy, oszustwa i zbrodnie, ich własne problemy przekładają się na relacje z innymi ludźmi. Tragizm przeplata się z komizmem. „Kelcznicy” to trudna lektura, pełna niedopowiedzeń, wymagająca skupienia, czasu i głębszej analizy. Muszę przyznać, że po jej zakończeniu miałam ogromny mętlik w głowie, jeśli rozumiałam poszczególne obrazy, to trudno było mi to połączyć w całość, znaleźć powiązania i wyciągnąć wnioski.

Autorka porwała się na dosyć trudną formę. Powieść szkatułkowa to wyzwanie dla pisarza i czytelnika. Karolina Wiaczewska bawi się słowem i formą, eksperymentuje, co samo w sobie jest ciekawe, ale przede wszystkim dobrze rokuje na przyszłość, daje nadzieje na kolejne oryginalne i fascynujące dzieła.

Ogólnie oceniam ten zbiorek bardzo pozytywnie, historia zmusiła mnie do wysiłku umysłowego i skłoniła do refleksji, filozoficznych rozważań nad życiem, człowiekiem, jego wyborami, ale też nad sprawiedliwością, złem i zakłamaniem. Z tej niewielkiej książeczki wyłania się znacznie większa treść, niż wskazywały na to jej rozmiary. Tytuł „Kalecznicy” chociaż zaskakujący, to świetnie pasuje do opisanych tu historii, do ich bohaterów. Jestem przekonana, że gdy za jakiś czas wrócę do tej opowieści, to będę w stanie wyłuskać z niej więcej, spojrzę na nią z innej perspektywy, łatwiej będzie mi skupić się na całości a nie na poszczególnych elementach układanki, co bynajmniej nie oznacza, że pierwsze spotkanie mnie w jakikolwiek sposób rozczarowało. Było świetne, chociaż mam wrażenie, że sporo jeszcze przede mną do odkrycia i przeanalizowania.

Moja ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Autorce.


Karolina Wiaczeska, Kalecznicy, MaMiKo, 2017,
ISBN: 978-83-63906-94-8,
Str. 56.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Czytamy nowości".


8 komentarzy :

  1. Skoro książka skłoniła do refleksji to dla mnie najistotniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam powieści skatulkowe, w ogóle uwielbiam zabawy z forma, w większości przypadków wychodzi z tego naprawdę udana powiesc. Twoja recenzja zainspirowała mnie do sięgnięcia po te książkę jeśli wpadnie w moje ręce. Blog obserwuje i czekam na kolejne ciekawe tytuły.
    Zapraszam do siebie
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam powieści szkatułkowe. :) Książkę polecam i oczywiście chętnie zajrzę do Ciebie. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Zaciekawiłaś mnie tą książką. Będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi interesująco, tylko czasu na te wszystkie lektury brak. :(

    OdpowiedzUsuń