sobota, 8 kwietnia 2017

Cristina Campos „Cytrynowy chleb z ziarnkami maku”

Czapati
Lubimy ładne zapachy, ale nie chodzi tylko o perfumy i kosmetyki. W kuchni znajdziemy wiele aromatów, które budzą nasz apetyt, przywołują wspomnienia i sprawiają, że czujemy się szczęśliwi. Jednym z piękniejszych kuchennych zapachów jest aromat świeżo upieczonego chleba. Podobno, gdy w sklepie roztacza się ten właśnie zapach, kupujemy więcej. Stąd wysyp małych piekarenek w marketach i dyskontach. Cóż, aromat jest przyjemny, ale niestety pieczywo bywa tam różne, zazwyczaj robione z ciasta głęboko mrożonego, z niekoniecznie najzdrowszych składników. Na szczęście są jeszcze piekarnie, które stawiają na tradycję. Gdzie chleb rozchodzi się w mgnieniu oka. Cristina Campos zabiera nas do takiej właśnie niewielkiej majorkańskiej piekarni, gdzie pieczywo robi się z miłością.

Dwie siostry. Dwa różne charaktery. Marina od dziecka bardzo zdolna, ale uparta. Anna za to zachowuje się, jakby zupełnie nie miała swojego zdania. Najpierw poddaje się woli matki, potem męża. Wewnętrznie cierpi, ale nie potrafi się sprzeciwić. Jest przyzwyczajona do luksusu, obraca się w najlepszych majorkańskich kręgach, nigdy nie pracowała zawodowo. W dosyć późnym wieku została matką, bardzo kocha swoje dziecko, wkłada duży wysiłek w wychowanie córki, chociaż są i chwile, gdy jest nią rozczarowana, tym, że Anita ma raczej męską urodę, jest mocno zbudowana i strasznie uparta. Kobiety nie dogadują się najlepiej.

Marina nie ma dzieci, wybrała pracę, której poświęca się bez reszty. Pracuje dla Lekarzy bez Granic, przemierza świat, by nieść pomoc. Teraz jest w Etiopii, wraz ze swoim partnerem i kolegą z pracy w jednej osobie bada, leczy i odbiera porody. Właśnie zjawia się u niej rodząca kobieta, poród okazuje się być bardzo trudny i niestety kobieta umiera. Przeżywa jednak dziecko, piękna, mała dziewczynka, po którą nikt się nie zgłasza. Przez kilka dni Marina z Mathiasem się nią opiekują, w końcu jednak muszą ją oddać do sierocińca, bardzo smutnego i cichego miejsca. Lekarka nie potrafi zapomnieć Naomi.

Marina wraca na krótki czas na Majorkę. Obie z siostrą odziedziczyły stary młyn i piekarnię. Nie wiedzą, czemu zupełnie obca kobieta zapisała im to miejsce. Anna chce jak najszybciej spieniężyć spadek, bo bardzo potrzebują z mężem gotówki. Interesy męża wpędziły ich w ogromne problemy finansowe i spadek może im pomóc chociaż częściowo się od nich uwolnić. Marina jest bardzo ciekawa, kim była zmarła i dlaczego właśnie im zapisała wszystko, co miała. Mimo iż kupiec jest na miejscu, prosi o czas do namysłu. Chce jeszcze poszperać, zastanowić się, czy w ogóle sprzeda budynek. Coś ciągnie ją do tej starej piekarni. Mąż Anny jest wściekły, ale Marina bynajmniej nie zmierza odpuszczać.

Po pierwszych kilku stronach miałam mały mętlik w głowie i obawy, że nie jest to książka dla mnie, jednak szybko zmieniłam zdanie. W trakcie tej lektury cały czas towarzyszył mi bardzo smakowity zapach chleba, zapragnęłam wypróbować kilka z opisanych tu przepisów. Chleb jest ważnym elementem tej powieści, ale nie najważniejszym. Poznajemy tu skomplikowane relacje między dwiema siostrami, wraz z bohaterką odkrywamy rodzinne tajemnice, poznajemy majorkańską mentalność, trudy pracy Lekarzy bez Granic. Jest to też książka o dorastaniu, własnej tożsamości, poszukiwaniu swego miejsca na ziemi, o miłości, macierzyństwie, wychowaniu, szczęściu. Jest słodko, innym razem bardzo gorzko. Chwilami uśmiechałam się, chłonęłam cudowną atmosferę tej hiszpańskiej wyspy, a innym razem wylewałam morze łez. Cudowna mieszanka. Książkę pochłonęłam w bardzo szybkim tempie, co przy natłoku obowiązków wcale nie jest łatwe i świadczy o tym, że ta lektura zupełnie mną zawładnęła. Również po jej odłożeniu, po przeczytaniu ostatniej strony tej książki, nie mogłam się rozstać z jej bohaterami, cały czas krążyli mi oni po głowie, wracałam do opisanych w niej wydarzeń, dramatów i chwil szczęścia.

Mamy tu bardzo wyraziste postacie. Marine łatwo polubić, zapatrzeć się w jej związek z Mathiasem, to, że tak dobrze się czują w swoim towarzystwie, niczego nie udają. Anna natomiast budzi współczucie, trochę irytację, bo jak można być taką chorągiewką na wietrze? Zupełnie nie mieć swojego zdania? Niestety Anna była najpierw pod wpływem matki, potem mąż ograniczał jej swobodę, a teściowa dorzucała swoje trzy grosze. Oprócz tego jest cudowny Mathias, dwulicowy Armando, zakompleksiona Anita i cała plejada cudownych mieszkańców Majorki.

Ja uwielbiam lektury, które nawiązują do kulinariów, opowiadają o miłości do jedzenia lub przyrządzania potraw. Lubię, gdy cieknie mi ślinka w trakcie czytania, gdy dzięki lekturze pragnę spróbować nowych potraw. W „Cytrynowym chlebie z ziarnkami maku” znalazłam miłość do chleba, do jego pieczenia, ale też do jego spożywania. Nie jest to nachalny motyw, więc jeśli nie przepadacie za kulinariami w literaturze, to myślę, że i tak książka powinna przypaść Wam do gustu. Dla mnie to dodatkowy atut. Na zdjęciu możecie zobaczyć chlebki czapati, które moja rodzina pokochała. To świetne rozwiązanie, gdy skończyło nam się w domu pieczywo, bo składniki potrzebne do jego wykonania znajdują się chyba w każdej kuchni i co równie ważne, nie wymaga on dużej ilości czasu i specjalnych umiejętności. Zachęcam do wypróbowania przepisu.

Czapati

Cytrynowy chlebek z ziarnkami maku” to historia magiczna, pełna uroku i przesycona różnymi uczuciami. To słodko-gorzka, wielowątkowa powieść, nad którą roztacza się nieustannie zapach świeżo upieczonego chleba. Ta książka bawi, wzrusza i na długo pozostaje w pamięci i w sercu.

Moja ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.


Cristina Campos, Cytrynowy chleb z ziarnkami maku, Wydawnictwo Czarna Owca, 2016,
ISBN: 978-83-8015-325-8,
Str. 432.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Czytamy nowości".

Cytrynowy chleb z ziarnkami maku [Cristina Campos]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


17 komentarzy :

  1. Już sama okładka książki jest bardzo kusząca i kilka razy zastanawiałam się nad jej lekturą. Wtedy nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać, a ponieważ rzadko sięgam po literaturę kobiecą ostatecznie nie zdecydowałam się. Super, że trafiłam na Twoją recenzję, bo w końcu wiem, że to lektura warta poznania, dodatkowo ten zapach chleba. Apetycznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że pomogłam w podjęciu decyzji. :) Życzę przyjemnej i smakowitej lektury. :)

      Usuń
  2. Maksymalna ocena, kusząca recenzja, zachęcająca okładka, ciekawa fabuła, czyli nic tylko uwzględniać w planach czytelniczych. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakochałam się w tej książce i Tobie życzę tego samego. :)

      Usuń
  3. Spodziewałam się po tej książce troszkę innym wrażeń, ale pomimo, że nie dostałam tego na co czekałam, z lektury byłam zadowolona ;)
    Przyjemnie było wyobrażać sobie Majorkę, smakowite zapachy i zapierające dech w piersiach widoki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też lubię książki posiadające wątek kulinarny. Zapisuje sobie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Magiczna i pełna uroku historia i do tego wątek kulinarny - chyba skuszę się na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wysoko ją oceniłaś, więc tym bardziej cieszę się, że mam ją już na półce. Przepisy chętnie też wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super! Przyjemnego czytania i pieczenia. :)

      Usuń
  7. Książka i smakowity zapach chleba :) mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciesze się w takim razie, że ją kupiłam. Kupiłam i lezy, ale dzięki Tobie, chyba nie za długo :) Dziękuję, zachęciłaś mnie skutecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz nią zachwycona zupełnie jak ja. :) Tego Ci życzę!

      Usuń
  9. Sam tytuł już mnei kusi :) Ksiązkę chętnie przeczytam , muszę też poszukac przepisu na chlebki czapati, bo wyglądają przepysznie :)

    OdpowiedzUsuń