sobota, 27 lutego 2016

Marie-Morgane Le Moël "Sekrety francuskiej kuchareczki"

Marie-Morgane Le Moël "Sekrety francuskiej kuchareczki"

Lubię czytać o gotowaniu, o tym jak ktoś z pasją opowiada o jedzeniu, a składnikach potraw, o celebrowaniu posiłków. Sięgając po "Sekrety francuskiej kuchareczki" na taką właśnie lekturę liczyłam. Miałam nadzieję, że rozbudzi ona mój apetyt na kuchnię francuską i nie tylko. W pogotowiu miałam kilka smakowitych przekąsek, bo dobrych powieści z wątkiem kulinarnym nie da się czytać z pustym brzuchem. Tylko czy okazały się one potrzebne?

Autorka opowiada o swoim dzieciństwie, dojrzewaniu i dorosłości. Zabiera nas do Francji, Kanady i Australii. Dzieli się swoimi wspomnieniami, życiowymi doświadczeniami a także przepisami kulinarnymi. Jednak wcale nie jest wybitną kucharka, nie urodziła się z talentem kulinarnym, nie spędziła dzieciństwa na podglądaniu kuchennych poczynań dorosłych. Gotuje, bo lubi jeść, ale uważa siebie za raczej leniwą kucharkę. Większość przepisów dostaje od mamy, ale lubi je modyfikować tak, by mniej się przy nich napracować. Przepisy, które znalazły się w tej książce to głównie dania charakterystyczne dla kuchni francuskiej tj. naleśniki, zupa cebulowa czy sałatka nicejska.

Cała historia rozpoczyna się od pewnego niedzielnego rodzinnego obiadu. Na przystawkę jest pyszny Pâté en croûte – pasztet zapiekany w cieście, a na główne danie królik. Wszystko byłoby dobrze, gdyby wujek nie postanowił uświadomić dzieciaków, jak powstało to danie. Mówi im, że tak smakowicie pachnie Lucien, królik, który jeszcze kilka dni temu biegał po ogrodzie, miał białe puszyste futerko i długie zęby. To w zupełności wystarcza, by dzieciaki straciły apetyt...

"Sekrety francuskiej kuchareczki" to lekka i przyjemna lektura, chociaż niestety mam do niej pewne zastrzeżenia. W moim odczuciu ma lepsze i gorsze fragmenty. Niektóre czyta się świetnie, inne nudzą, tak przynajmniej było w moim przypadku. Być może wiąże się to z tym, że nigdy nie byłam we Francji, więc te opowieści nie budzą konkretnych skojarzeń. Jeżeli znacie Francję, to najprawdopodobniej odbierzecie ją inaczej. Jest szansa, że ta powieść pomoże Wam wrócić pamięcią do wspomnień, chociażby z wakacji spędzonych w tym kraju.

Książka napisana jest prostym i lekkim językiem, dzięki czemu czyta się ja dobrze i można się podczas tej lektury zrelaksować. Każdy rozdział zakończony jest przepisem na danie związane z danym fragmentem historii.

Główna bohaterka jest osobą sympatyczną, którą łatwo można polubić. W dzieciństwie rywalizowała z bratem, potem zakochiwała się w kolejnych Kanadyjczykach, by w końcu wylądować w Australii, która nie jest zbyt pozytywnie nastawiona do imigrantów. Temat wiz nieustannie powraca w rozmowach obcokrajowców, urząd imigracyjny nie zna litości, a pracodawcy chociaż obiecują pomoc, to zazwyczaj nie robią nic, by przedłużyć pobyt własnych pracowników w Australii. Ten fragment opowieści wydaje mi się najbardziej ciekawy. Poznawanie Australii oczami Francuski jest bardzo interesujące, a spojrzenie tubylców na cudzoziemkę równie pasjonujące.

Reasumując "Sekrety francuskiej kuchareczki" to lekka książka dla kobiet, szczególnie tych, które kochają Francję, ale ciekawią je też inne zakątki świata. Chociaż znajdziecie w niej dwadzieścia cztery przepisy, to jednak akcja tej powieści nie kręci się wokół jedzenia, za to wyraźnie pokazana jest różnica między podejściem Francuzów a Australijczyków do gotowania. Spodziewałam się po tej książce trochę czegoś innego, a zatem nie do końca spełniła ona moje oczekiwania, ale wcale nie oznacza to, że jest to zła publikacja. Myślę, że znajdzie ona wiele amatorek i sporo z nich zechce wypróbować zamieszczone w niej przepisy.

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Marie-Morgane Le Moël, Sekrety francuskiej kuchareczki, Wydawnictwo Kobiece, 2016,
ISBN: 978-83-65170-33-0,
Str. 352.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Klucznik".

28 komentarzy :

  1. Chyba nie dla mnie ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem do końca przekonana, czy to książka dla mnie. Być może dam jej kiedyś szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam kuchni francuskiej i z chęcią poczytałabym o tradycjach, i popularnych potrawach jakie się tam serwuje. Będę miała na uwadze tę książkę, może być ciekawym zbiorem anegdotek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jakoś znacznie bliżej do kuchni włoskiej. :) Może też kiedyś w końcu się przekonam do tej francuskiej. :)

      Usuń
  4. Chyba chciałabym przeczytać, ale gdzie by tu ją umieścić... miejsca brak, czasu brak...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oh, nie jestem kuchareczką i chyba nigdy takową nie będę, nie dla mnie książka .;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowna bohaterka wcale nie jest wybitną kucharką, więc nie ma co się zrażać. :)

      Usuń
  6. O Francji czytałam niewiele, a jeżeli już, to raczej o czasach Rewolucji Francuskiej. Może być to dla mnie miła odmiana. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie wiem, nie wiem....ale może zachęcić mnie do gotowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdzieś już czytałam o tej książce. Póki co nie mam jej w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz ją dorzucić do stosików na emeryturę. :)

      Usuń
  9. Mam w planach tę książkę, ale najpierw muszę ją znaleźć;)

    www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Też oczekiwałabym czegoś innego. I tak nie bardzo mnie ciekawi, więc odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo zależy od gustu. Książka nie jest zła, ja po prostu gustuję w czymś trochę innym. :)

      Usuń
  11. W sumie mogłabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja bym się skusiła na przeczytanie tej książki, może jej poszukam, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nieraz już podobne książki czytałam i nawet je lubię :), szczególnie jak mam ochotę na coś leciutkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takich chwilach świetnie się sprawdzają. :)

      Usuń
  14. Zaciekawiła mnie :) Skuszę się na nią :)
    Zapraszam do nas :)

    http://truskawkoweciastka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń