poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Bartłomiej Bohrer "Mam dziecko z feministką"

Bartłomiej Bohrer "Mam dziecko z feministką"
Temat Gender, czyli tożsamości płciowej, stał się ostatnio bardzo popularny. Sporo było wokół niego szumu w mediach, więc nic dziwnego, że powstała też powieść, która nawiązuje do tego zagadnienia. Mało tego, jest to opowieść oparta na faktach. Pod pseudonimem Bartłomieja Bohrera kryje się scenarzysta, pisarz i dziennikarz związany z TVN.

Zawsze gdy czytam o feminizmie, przypomina mi się opinia mojej ulubionej autorki, Joanny Chmielewskiej, na ten właśnie temat. Pisarka mówiła, że ona o to równouprawnienie nie walczyła i w sumie chyba nie była jego zwolenniczką. Zapytacie pewnie dlaczego? A z prostej przyczyny, że kiedyś kobieta musiała się zajmować domem, mężem i dziećmi. Obecnie nadal zajmuje się tym wszystkim co wcześniej, ale doszły jej jeszcze obowiązki zawodowe. W jej mniemaniu wyszłyśmy na tej walce jak Zabłocki na mydle. Na szczęście jest już dzisiaj wielu mężczyzn, którzy nie uchylają się od obowiązków domowych, więc jest nadzieja na prawdziwe równouprawnienie. Ale w końcu są rzeczy, których mąż czy partner nie będzie w stanie zrobić. Chociażby nie urodzi za nas dziecka...

On – młody dziennikarz, wolny ptak, podrywacz, który w swoim życiu zaliczył już 109 kobiet, jednocześnie afiszuje się ze swoim katolicyzmem.
Ona – feministka, ateistka, studiuje Gender, pisze pracę magisterską i zaczyna swoją karierę dziennikarską.

On żadnej wcześniejszej kobiety nie traktował poważnie, były to przygody na jedną lub też kilka nocy, nic więcej. Teraz jednak się zakochał, pierwszy raz. Sam jest zaskoczony tym, że zaczął przedkładać czyjeś dobro nad swoje. Zawsze sam był pępkiem własnego świata, teraz jest nim ona. Ich związek zaczął kiełkować w kinie, a został przypieczętowany seksem w firmowej kuchni. Było im razem dobrze. Ona "była partnerką idealną. Była kumplem z cyckami. I stwarzała mu szanse emocjonalnego rozwoju. W łóżku była anty-Ewą, która wprowadzała swojego mężczyznę do raju. Intelekt i popędy, kultura i natura, fizyka i chemia – wszystkie siły tego świata popychały ich ku sobie". Jednak czy do pełni szczęścia wystarczy taki kumpel z cyckami? Czy inne żeńskie cechy nie są warte uwagi? Na szczęście kobieta zmienną jest i po pewnym czasie, prawie jak na zawołanie, przywdziewa seksowne sukienki, zaczyna gotować pyszne dania, przystraja dom kwiatami... Sielanka trwa, ale w momencie, gdy okazuje się, że zaliczyli wpadkę, przestają być zgodną parą. Ona chce usunąć ciążę, a on pragnie tego dziecka. Co z tego wyniknie, musicie przeczytać sami.

Książka porusza wiele kontrowersyjnych tematów. Oprócz gender, aborcji, mamy tu też rozwiązłość, bardzo lekkie podejście do spraw wiary, alkoholizm... Autor przedstawia nam zarówno zdanie kobiety jak i mężczyzny, naprzemiennie opisuje wydarzenia z jej i jego perspektywy. Dzięki temu mamy spojrzenie na całokształt, wiemy, co wpływa na ich decyzje, możemy ich lepiej poznać, co jest z pewnością ciekawym doświadczeniem.

Bohaterowie są mocno pokręceni, przez to bardzo ciekawi. Czy można ich polubić? Niekoniecznie. Mojej sympatii nie wzbudziło żadne z nich. Starałam się zrozumieć ich punkt widzenia i to wszystko. Oboje nie mają łatwych charakterów, a to, jak wiadomo, nie wróży nic dobrego.

Cała historia wydaje się być autentyczna, poza jednym szczegółem. A mianowicie jako świeżo upieczona mama nie jestem w stanie uwierzyć, że kobieta kilka dni po porodzie mogłaby mieć chęć na seks, o wszelkich przeciwwskazaniach medycznych już nie wspomnę...

"Mam dziecko z feministką" czyta się bardzo lekko i szybko, aż chciałoby się, żeby książka była dłuższa i miała więcej wątków.

Oczywiście polecam.

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję pani Aleksandrze i wydawnictwu Nowy Świat. 



Bartłomiej Bohrer, Mam dziecko z feministką, Nowy Świat, 2014,
ISBN: 978-83-7386-533-4,
Str. 172.

Cytat pochodzi z recenzowanej książki.

Książka bierze udział w wyzwaniach: "Polacy nie gęsi""Klucznik""Europa da się lubić!" oraz "Czytamy powieści obyczajowe".

Mam dziecko z feministką [Bartłomiej Bohrer]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

27 komentarzy :

  1. Powiem Ci, że jeszcze żadnej książki nie czytałam o takiej tematyce. Zachęciłaś mnie, to muszę przyznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa, czy przypadnie Ci ona do gustu:)

      Usuń
  2. Ciekawe ujęcie tematu. Zapisuję tytuł a Tobie gratuluję potomka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie powiem.. nieco kontrowersyjne podejście do tematu, ale bardzo mi się te podejście podoba. Z chęcią spróbuję swoich sił przy książce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A nie powiem, tą książkę z chęcią przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To może być ciekawe przedstawienie tematu z perspektywy zarówno kobiety jak i mężczyzny. I to o tak skrajnych charakterach. Chętnie przeczytam, aby dowiedzieć się jak to się potoczyło między nimi. ;)

    Z całego serca Gratuluję świeżo upieczonej mamie! :)
    Chłopczyk, czy dziewczynka? I jak ma na imię? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę polecam.
      Dziękuję za gratulacje.
      To dziewczynka i ma na imię Aurelia:)

      Usuń
  6. Ja też szczerze gratuluję!!:)) I w całym tym ferworze opieki nad maleństwem, życzę też paru chwil z ciekawą książką.
    A recenzowany tytuł jest bardzo na czasie. Zresztą, nie czytałam jeszcze książki o takiej tematyce i przyznam, że jestem bardzo ciekawa rozwinięcia historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Faktycznie brakuje mi teraz czasu, ale staram się chwilkę na lekturę wygospodarować. Cierpi na tym trochę porządek w domu, ale każdy potrzebuje odrobiny odpoczynku:)
      Książkę natomiast gorąco polecam.

      Usuń
  7. Ja jakoś w tej całej histerii z gender widzę pewne rzeczy, które wyszły na wierzch...że nie wiążemy się z odpowiednimi facetami, że nie potrafimy normalnie podzielić obowiązków po ludzku bez względu na płeć, że nie zdajemy sobie sprawy, czym jest macierzyństwo, że jesteśmy zdziwione, że dziecko cały czas nas potrzebuje, a miało spać i być grzeczne.....można tu mnożyć i mnożyć...Jak dla mnie rozdmuchana medialnie histeria. Niepotrzebna w ogóle. Ale to moja opinia. Bo być może wynika z tego, że mam świetnego męża-przyjaciela, który od zawsze mi pomagał we wszystkim, który pomimo, że bardzo dużo pracuje zawsze ma czas na kopanie piłki z synem albo na gry planszowe z córką:)Ona sam wygania mnie do kina albo na zakupy, to on...gdy musiał być przez kilka dni z dziećmi, bo ja byłam na Węgrzech, powiedział, jak wróciłam "....nigdy więcej, chylę czoła przed Tobą, nie zdawałem sobie prawy, że to aż tak ciężko" i jeszcze bardziej mi pomaga. Czy to kwestia mojego szczęścia, jeśli chodzi o mężczyznę, czy raczej kwestia dogadania się szanowania się nawzajem to temat do debaty;)
    Kornelio, jeśli dobrze zrozumiałam, urodziłaś dziecko! Gratuluję, i wierz mi, nie pisze to jakaś fanatyczka, nie ma nic niż macierzyństwo, choć świat krzyczy teraz inaczej. Po tym czasie na początku, kiedy jest ciężko, przychodzi okres zachwytu nad nową istotą...a to jest bezcenne:))) Wciąż szczęśliwa mama Monika:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniczko, zdecydowania się z Tobą zgadzam. Ale niestety nie jest łatwo trafić na tego właściwego. Sama czekałam na mojego długo i po drodze trafiali się różni, niekoniecznie źli, ale zdecydowanie nieodpowiedni dla mnie. Cieszę się, że w końcu trafiłam na moją bratnią duszę. Mój mąż często mnie hamuje, żebym sobie coś odpuściła. Dziecko śpi, jest wieczór, to trzeba odpocząć, a nie sprzątać, prasować... Zresztą też nie ucieka od obowiązków domowych i mi bardzo pomaga. Chyba świetnie trafiłyśmy:)
      Dziecko to skarb, ale też wyzwanie, czasami lekcja cierpliwości... Niekiedy brakuje siły, ale jak mój mały skarb się do mnie uśmiechnie, to faktycznie rekompensuje to wszystko. Macierzyństwo przewraca świat do góry nogami, jednocześnie jakby dopełnia nas. Mam nadzieję, że sama zawsze będę tak szczęśliwą mamą jak Ty.
      Dziękuję za gratulacje. Moja kruszynka ma już dwa miesiące... Jak ten czas leci? :)

      Usuń
    2. Zgadzam się z Moniką R. Moim zdaniem filozofia gender jest wynikiem ludzkiej nieporadności emocjonalnej i życiowej i jest kompletnie niepotrzebna. Pomimo Twojej pozytywnej recenzji, nie jestem zainteresowana tą książką. Coś mi w niej nie pasuje. Maleństwa oczywiście gratuluję. Nie mam dzieci, ale odchowałam (z niewielką pomocą rodziców :-) trójkę młodszego rodzeństwa i wiem, że jeden uśmiech malca potrafi wynagrodzić sporo trudów.

      Usuń
    3. To masz dobre przygotowanie do macierzyństwa :)

      Usuń
  8. Podoba mi się teoria Chmielewskiej. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była bardzo mądra kobieta:)

      Usuń
    2. Muszę kiedyś sięgnąć po te jej książki, których jeszcze nie znam.

      Usuń
    3. Mi już chyba niewiele takich zostało... Może jedna, góra dwie.

      Usuń
  9. Z chęcią bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Feminizm to temat rzeka, ale trudno odmówić racji Joannie Chmielewskiej. Rzeczywiście oprócz wielu praw doszło nam też sporo obowiązków, a często panowie nie chcą zabrać z naszych barków na swoje trochę pracy (szczególnie tej domowej). Czy jestem feministką? Kiedyś uważałam, że tak. Teraz uważam, że jest racjonalistką. Znam swoje prawa i nie boję się ich domagać, ale też potrafię dzielić się obowiązkami. I przyznam, że trochę denerwują mnie te wojowniczki, ale to już zupełnie inny temat. Książkę z ciekawością przeczytam.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, sama też staram się być racjonalistką, bo to jest najlepsze wyjście.
      Jestem ciekawa, jak odbierzesz tę książkę.

      Usuń
  11. Patrząc na tytuł tej książki spodziewałabym się pół-ironicznej opowieści i tak właśnie bym tę książkę traktowała. W sumie ciekawi mnie, co też w niej jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, że tak właśnie najlepiej ją traktować.

      Usuń