poniedziałek, 15 maja 2017

Maia Sobczak „Przepisy na szczęście”

Maia Sobczak „Przepis na szczęście”
Maia Sobczak jest psychologiem i terapeutką, co ciekawe, leczy dietą. Interesuje się wpływem jedzenia na zdrowie i samopoczucie człowieka. Może już słyszeliście o jej wcześniejszej książce „Qmam kasze” albo byliście na jej blogu qmamkasze.pl? Autorka prowadzi wykłady i warsztaty, kocha naturę i stara się żyć z nią w zgodzie. Niedawno ukazała się kolejna jej książka „Przepisy na szczęście”, o której to zamierzam Wam właśnie opowiedzieć.

Maia Sobczak „Przepis na szczęście”
W końcu kuchnia to sztuka tworzenia, a najlepszy kucharz to ten z uśmiechniętą wyobraźnią”.

Maia opowiada o swoich kulinarnych wspomnieniach i doświadczeniach, o tym, że warto poznawać nowe smaki, nie tylko te odległe, ale też bliskie. Nawet wizyta u sąsiadów może okazać się bardzo interesująca i inspirująca.

Maia Sobczak „Przepis na szczęście”
To nie ilość, tylko jakość ma prawdziwe znaczenie. Zarówno w kuchni, jak i w życiu, a każda nawet najbliższa podróż zaczyna się od tej w głąb siebie”.

Najlepszym lekarzem jest codzienność – dobre jedzenie, słońce, świeże powietrze, odpoczynek, uśmiech, akceptacja i miłość”.

Maia Sobczak „Przepis na szczęście”
Autorka pisze o gościnności, o dzieleniu się posiłkiem z innymi, o kulinarnych rytuałach. Przepisy zgromadzone w tej książce są pogrupowane i każdy z nich przypisany jest jednemu z żywiołów. Receptury opierają się na kilku głównych składnikach: ryżu, komosie ryżowej, chii i kiszonkach, które to dobrze wpływają na nasz przewód pokarmowy, a zatem i na nas. Maia zachęca do obserwowania siebie, reakcji organizmu na poszczególne potrawy. Pisze o zaletach lekkostrawnej diety.

Maia Sobczak „Przepis na szczęście”
Pesto rzodkiewkowe
Muszę przyznać, że książka „Przepisy na szczęście” z jednej strony bardzo mnie zaciekawiła, trochę zainspirowała, pokazała nowe przepisy i pomogła wyjść poza utarte schematy kulinarne, ale też pokazała, jak wiele musi się jeszcze zmienić w mojej kuchni, ilu ciekawych składników w niej brakuje. Wielokrotnie musiałam rezygnować z wypróbowania jakiegoś przepisu, bo niestety brakowało mi kluczowych elementów dania. Po jakimś czasie, gdy kupiłam te niezbędne składniki, często okazywało się, że inny akurat został zużyty i znowu nie mogę przygotować tego konkretnego dania… Jednak nawet jeśli nie mogłam wiernie odtworzyć przepisu Mai, to często stawał się on inspiracją. Dzięki tej lekturze uświadomiłam sobie, ile jedzenia marnujemy i nie chodzi tu bynajmniej o produkty przeterminowane, ale o te, o których nie myślimy w kategoriach jedzenia. Zawsze wyrzucałam natkę rzodkiewki, teraz staram się ją wykorzystywać.

Maia Sobczak „Przepis na szczęście”
Pesto rzodkiewkowe z makaronem
Autorka zachęca do kiszenia warzyw i owoców, i to nie tylko tych oczywistych. Jesteście ciekawi kiszonych rzodkiewek albo mandarynek? Brzmi ciekawie, ale mam też pewne obawy, nie wiem, czy odnalazłabym się w tych smakach. Kiszonek Mai nie próbowałam, za to pokochałam pesto rzodkiewkowe. Smakowało nam też smoothie bananowe.



Maia Sobczak „Przepis na szczęście”
Smoothie bananowe

Książka jest ciekawa, pięknie wydana, napisana w prosty sposób i opatrzona całym mnóstwem apetycznych zdjęć. Autorka sięga po łatwo dostępne sezonowe produkty, ale niestety pojawiają się też mniej lub bardziej egzotyczne przyprawy i dodatki, których zdobycie nie jest łatwe, a niekiedy może okazać się też dosyć kosztowne.

Przepisy na szczęście” to coś więcej niż książka kucharska, to filozofia, sposób bycia, recepta na zdrowie i szczęście. Warto po nią sięgnąć, szczególnie jeśli walczymy z dolegliwościami ze strony przewodu pokarmowego. Może dzięki pomocy Mai staną się one przeszłością. Zachęcam do zajrzenia do tej książki.

Moja ocena: 7/10


Za możliwość poznania tej książki dziękuję Warszawskiemu Wydawnictwu Literackiemu MUZA SA.



Maia Sobczak, Przepisy na szczęście, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, 2017,
ISBN: 978-83-287-0566-1,
Str. 240.

Cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Czytamy nowości".


14 komentarzy :

  1. Kiszone mandarynki? O tym nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam zdziwiona. Może bym i nawet spróbowała, ale u kogoś. :)

      Usuń
  2. Lubię, kiedy książki kucharskie zawierają w sobie także elementy samej filozofii podejścia do jedzenia. :) Zwrócę uwagę na tę książkę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie spróbowałabym pesto rzodkiewkowe :). Ciekawe połączenia smakowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Ciekawy smak, trochę ostry, ale jest pysznie. :)

      Usuń
  4. Przez Ciebie zgłodniałam, choć niedawno jadłam obiad! A ze uwielbiam rzodkiewkę, to może owe pesto...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować. :) Zainspirowana tą lekturą zaczęłam robić pesto z bardzo różnej zieleniny. :)

      Usuń
  5. Nie dla mnie książka, nie skorzystałabym z niej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym to smoothie bananowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasza teraz króluje w książkach kucharskich, z chęcią poznałabym wszystkie przepisy z tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu niestety kaszy jest niewiele. Jeśli to jej szukasz, to sięgnij po poprzednią książkę autorki.

      Usuń