poniedziałek, 29 kwietnia 2013

George Orwell "Rok 1984"


George Orwell "Rok 1984"
Rok 1984” trafił w moje ręce zupełnie przypadkowo. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Coś tam słyszałam o tej książce, ale bez żadnych konkretów. Muszę przyznać, że nawet miałam lekkie obawy, że nie jest to lektura dla mnie... W końcu jednak zabrałam się za jej czytanie i okazało się, że moje obawy były zupełnie bezpodstawne.

Akcja powieści rozgrywa się w roku 1984 w Londynie, który jest częścią Oceanii, obejmującej swoim zasięgiem Wielką Brytanię, obie Ameryki, południową Afrykę, Australię i Oceanię. Opisana w książce rzeczywistość jest trudna do wyobrażenia. Władza w Oceanii wpływa na każdą dziedzinę życia obywateli, pozbawiając ich wszelkich swobód społecznych. Państwo podporządkowuje sobie również myśli i wspomnienia obywateli, poddaje ich ciągłej inwigilacji. Żyją oni w ciągłym strachu, wyzbyci marzeń i nadziei. Świat jest tak zakłamany, że ludzie nie potrafią sobie wyobrazić innego życia. Nawet wspomnienia są regulowane przez Partię, przez co obywatele nie mają świadomości, iż kiedyś egzystencja była bardziej znośna, a władza mniej dominująca.

piątek, 26 kwietnia 2013

Olga Tokarczuk "Szafa"


Olga Tokarczuk "Szafa"
Twórczość Olgi Tokarczuk ma swoich amatorów i przeciwników. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy. Dlatego z zaciekawieniem sięgnęłam po bardzo cienką książeczkę zatytułowaną "Szafa", na którą składają się trzy opowiadania.

Pierwsze z nich ma identyczny tytuł, jak cały tomik i oczywiście przybliża nam los pewnej starej szafy, przygarniętej przez dwójkę ludzi. Zadziwiający jest fakt, jak taki mebel może wpłynąć na czyjeś życie...

Druga historia nosi tytuł "Numer". Narratorką tego opowiadania jest pokojówka z hotelu "Capital", która przywdziewając swój służbowy mundurek czuje, iż zatraca poczucie własnej indywidualności, staje się personelem hotelu, cieniem, który przemyka między pokojami, tak by nikomu nie przeszkadzać  Sprzątając kolejne pokoje kobieta snuje opowieść o poszczególnych "numerach" i ich mieszkańcach. Nikogo nie zdziwi fakt, że ludzie są różni, więc też w różnym stanie pozostawiają swoje pokoje, ale już mało kto się zastanowi, dlaczego tak jest. Kobieta przypisuje gościom hotelowym pewne kategorie, wie czego można się spodziewać po młodych Amerykanach, a czego po Japończykach, czego po mężczyznach, a czego po kobietach. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że praca pokojówki mogłaby być takim ciekawym tematem badań socjologicznych, źródłem rozważań filozoficznych...

Marek Krajewski "Liczby Charona"


Marek Krajewski "Liczby Charona"
Lubię zagadki matematyczne, więc może się wydawać, że "Liczby Charona" to lektura idealna dla mnie. Czy jest tak faktycznie? Trudno powiedzieć...

Prolog książki to wywiad bardzo egocentrycznego norweskiego dziennikarza telewizyjnego Sverre Åslanda z pewnym polskim matematykiem, który został uhonorowany królewską nagrodą Abla. Wywiad ma być wstępem do prezentowanego później filmu, w którym to przenosimy się do Lwowa roku 1929. Tam też na strychu budynku przy ulicy Skrzyńskiego odnalezione zostają zwłoki kobiety, chorej na syfilis astrolożki, Luby Bajdyk. Pikanterii tej zagadce dodaje list, który trafia do miejscowej policji. Niestety odczytanie go nastręcza śledczym nie lada problemów, gdyż napisany jest on w jakimś dziwnym starożytnym języku.

Jednocześnie poznajemy byłego komisarza policji, Edwarda Popielskiego, który stracił pracę w wyniku ostrej sprzeczki z przełożonym. Brak stałej pensji skutkuje trudnościami finansowymi. Popielski stara się jakoś związać koniec z końcem udzielając korepetycji, ale jego stan posiadania z miesiąca na miesiąc bardzo się kurczy. Na szczęście pojawia się możliwość zarobku. Jego dawna uczennica, Renata Sperling, zleca mu poszukiwania swojej chlebodawczyni, która bardzo niespodziewanie zniknęła. Edward pod wpływem uroku młodej dziewczyny godzi się przyjrzeć tej sprawie. Aby dowiedzieć się, jak się to zakończyło, musicie przeczytać sami. Pytanie tylko, czy warto?

czwartek, 25 kwietnia 2013

„W ofierze Molochowi” na fali skandynawskich kryminałów


„W ofierze Molochowi” na fali skandynawskich kryminałów
Skandynawskie kryminały stały się ostatnio bardzo popularne. Moim zdaniem przyczyniła się do tego trylogia „Millenium”, Stiega Larssona, która w dużej mierze dzięki szumowi wokół śmierci autora, zdobyła ogromny rozgłos. Książka sama w sobie jest bardzo ciekawa, a dodatkowym atutem bez wątpienia jest specyficzny klimat zimnej Szwecji, gdzie rozgrywa się akcja. Myślę, że zimowe krajobrazy są idealnym tłem dla mrożących krew w żyłach kryminałów. Sama zachwycałam się po kolei "Mężczyznami, którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyną, która igrała z ogniem" i "Zamkiem z piasku, który runął". Potem przyszła kolej na innych autorów: Jo Nesbø, Camillę Läckberg, Åsę Lantz, Henninga Mankella, których pisarstwo w większości oceniam dużo lepiej niż samą trylogię „Millenium”.

Moja fascynacja tą literaturą jest dobrze znana osobom mi bliskim. Może dlatego dostałam ostatnio taki oto prezent - "W ofierze Molochowi" Åsy Larsson. Porzuciłam wszystko, co w danym momencie czytałam i z ogromną ciekawością zabrałam się do lektury. Niestety po kilkudziesięciu stronach zrozumiałam, że jest to już piąta część serii, której bohaterką jest pani prokurator Rebeka Martinsson, a ja preferuję czytania takich książek chronologicznie. Jednak na tym etapie już żadna siła nie była w stanie odciągnąć mnie od lektury. Być może trochę przesadzam, bo gdyby mi ktoś podsunął pod nos pierwszą część tej serii, to najprawdopodobniej rzuciłabym się właśnie na nią, ale w związku z tym, że nikt taki się nie zjawił, pozostałam przy obecnej lekturze…

Jak zostałam molem książkowym


Jak zostałam molem książkowym

Miałam zacząć od statystyk, ale w związku z tym, że statystyczny Polak nie lubi statystyki, powiem krótko, że my Polacy czytamy mało. Zastanawiam się dlaczego tak jest i dlaczego ja jak zwykle idę pod prąd? 
Trudno określić, kiedy miałam faktycznie pierwszy kontakt z książką. Jednak chyba najmilej z tych dziecięcych lat wspominam wieczory, kiedy mama mojemu młodszemu bratu i mi czytała książki, szczególnie jedną – "Bajarka opowiada" Marii Nieklewiczowej. Jest to zbiór baśni z całego świata, pięknych i bardzo pouczających. Mój brat zwykle szybko usypiał, mnie natomiast te opowieści wcale nie usypiały, chciałam ciągle więcej i więcej. Dzisiaj książka jest już nieco sfatygowana, ale nadal stoi na honorowym miejscu w mojej biblioteczce i mam nadzieję, że kiedyś będę mogła te same bajki czytać swoim dzieciom. Niech też się dowiedzą dlaczego woda morska jest słona, dlaczego małpy nie budują sobie domów i dlaczego zając ma kusy ogon. Zdecydowanie polecam tą książkę wszystkim rodzicom. Może ona być przyjemną alternatywą dla zalewających nas disnejowskich produkcji.