środa, 3 grudnia 2014

Nick Montfort "Zegar światowy"

Nick Montford "Zegar światowy"
Książka "Zegar światowy" to odpowiedź na fikcyjną recenzję Stanisława Lema, która ukazała się w 1982 roku i która traktuje o nieistniejącej książce "One Human Minute". Krakowski pisarz uważa, iż jest to książka idealna, szczególnie w czasach, gdy prawie nikt nie czyta, a jeśli nawet ktoś czyta, to albo nie rozumie tekstu, albo szybko o nim zapomina. Nick Montfort jest profesorem Massachusetts Institute of Technology. W swojej pracy stara się znaleźć zastosowanie dla informatyki w literaturze. W związku z tym pokusił się, by stworzyć dzieło, do którego mogłaby pasować recenzja Lema. Czy "Zegar światowy" to faktycznie książka idealna?

"Niamey. Jest akurat 01:00. W pewnej identycznej jak wszystkie w okolicy kwaterze wyższa niż większość staruszka, mająca na imię Shan, czyta jakieś wykrzyknienie na pudełku po płatkach śniadaniowych. Uśmiecha się pod nosem. 
Bangui. Jest dokładnie 01:01. W pewnym identycznym jak wszystkie w okolicy, choć porządnym, lokalu mieszkalnym średniej postury kobieta, mająca na imię Tsega, czyta kod zapisany małymi cyferkami na niewielkiej paczce. Nuci cicho.
Ho Chi Minh. Jest równo 07:02. W pewnym solidnym własnym M znacząco niższa niż inne w jej wieku niewiasta, mająca na imię Marone, czyta wytłoczony manuskrypt. Krzywi się lekko.
Karere. Jest idealnie 02:03. W pewnej solidnej chacie sporej postury osobniczka, mająca na imię Dan, czyta wiadomość z ostrzeżeniem na wyciętym z gazety przepisie. Gryzie paznokieć.
Ashgabat. Jest prawie 05:04. W pewnym przytulnym schronieniu sporej postury mężczyzna, o imieniu Jakub, czyta kanarkową umowę. Siada prosto.
Hobart. Jest dokładnie 11:05. W pewnej porządnej rezydencji niskiego wzrostu staruszka, mająca na imię Stephanie, czyta jakieś wykrzyknienie na pudełku po płatkach śniadaniowych. Odwraca się.

Adak. Jest równo 14:06. W pełnej miłej chałupie ani za wysoki, ani za niski jegomość, mający na imię Jie, czyta kompletnie zmyślone słowo na etykiecie metalowej puszki. Unosi jedną brew".

Przytoczyłam tu siedem z tysiąca czterystu czterdziestu mikrohistorii. Czy są one ciekawe, możecie ocenić sami. Ta książka została napisana przez komputer odpowiednio zaprogramowany przez Montforta, który to "buduje swoją opowieść ze 110 członów służących do wykreowania historii, bohatera, miejsca i czasu oraz 200 imion męskich i żeńskich". Celowo do swojego eksperymentu autor wybiera słowa nie tylko często używane, ale też te, które występują bardzo rzadko. Ma to wyrwać czytelnika z otępienia. Imiona, miejsca i poszczególne wydarzenia powtarzają się w różnych konfiguracjach. Tekst został podzielony na dwadzieścia cztery rozdziały i każdy z nich składa się z sześćdziesięciu takich niewielkich historyjek.

Czytanie tego dzieła przypomina lekturę książki telefonicznej. Myślę, że nie ma sensu zagłębianie się w nie od początku do końca. Lektura kilku fragmentów w zupełności wystarczy, bo zrozumieć o co w nim chodzi. Nie wiem, czy jest ktoś, kogo mogłaby ta książka zainteresować do tego stopnia, że przeczytałby ją w całości? Może jakiś informatyk z niechęcią do rozbudowanej fabuły?

Sam eksperyment może i jest ciekawy, ale czy jest sens wydawać taką właśnie książkę? Ja mam sporo wątpliwości. Gdybym zapłaciła za nią dwadzieścia pięć złotych, bo taką cenę znalazłam na okładce, to myślę, że mogłabym być mocno rozczarowana. Dziwi mnie fakt, że są pieniądze na takie niszowe publikacje, podczas gdy autorzy faktycznie dobrych książek nie mogą znaleźć wydawców. W moim odczuciu to dzieło nie znajdzie zbyt wielu czytelników, ale może się mylę. Może ktoś z Was lubi takie eksperymenty?

Moja ocena: 2/10

Za książkę dziękuję Korporacji Ha!art oraz portalowi Sztukater.


Nick Montfort, Zegar światowy, Korporacja Ha!art, 2014,
ISBN: 978-83-64057-48-9,
Str. 258.

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: "Czytam literaturę amerykańską""Klucznik"  oraz "Europa da się lubić!"

19 komentarzy :

  1. Przede wszystkim, to że coś nie jest w głównym nurcie, nie oznacza, że jest złe. Bo zdanie "Dziwi mnie fakt, że są pieniądze na takie niszowe publikacje" brzmi wyjątkowo pejoratywnie. Ha!art wydaje eksperymenty literackie. Książki dotyczące nowych zjawisk w literaturze, najczęściej postmodernistyczne. Promuje młodych artystów i w mojej opinii starannie selekcjonuje dzieła, które wydaje. To trochę tak, jakbym kupiła książkę od miry i narzekała, że romans. Co Twoim zdaniem powinni wydawać? Jacy dobrzy pisarze czekają na wydanie?
    Po drugie kto powiedział, że publikacja niszowa chce znaleźć wielkie grono odbiorców? Gdyby chciała (publikacja w domyśle) to byłaby Greyem, a nie jest. Po wtóre Ha!art nie wydaje powieści rozrywkowych - dla tłumów. Gdyby wydawała to byłby Amberem. A nie jest.
    Myślę, że Zegar światowy to pewnego rodzaju zabawa słowem, jakaś może synteza sztuk i dziedzin naukowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, że "Zegar światowy" łączy w sobie sztukę i naukę i, jak już wspomniałam, jest to na swój sposób ciekawy eksperyment, tylko czy faktycznie udany? Czytanie czegoś na kształt książki telefonicznej mnie osobiście nie bawi. Być może nie jestem grupą docelową tej pozycji, więc nie potrafię jej docenić. Nie wykluczam też, że kogoś innego ona zaciekawi. Mogę jedynie napisać, jak ja ją odebrałam. Myślę, że nie zniechęciłam do lektury osób, które lubią tego typu eksperymenty, a osoby o podobnych upodobaniach do moich lepiej niech zrezygnują z tej lektury, bo po co mają być potem rozczarowane?
      Miałam okazję czytać ciekawe książki, których autorzy nie mogli wydać swoich dzieł, ale podawanie nazwisk sobie daruję. W moim odczuciu były one bardzo dobre, ale oczywiście to tylko moja opinia. Wielu z nich codziennie wkłada mnóstwo pracy w promocję, a i tak ciężko jest im się przebić przez często przereklamowane zagraniczne powieści. Zdaję sobie sprawę, że porównywanie powieści do takich eksperymentów może nie jest trafione, bo wydaje się je w innym celu. Jednak ta pozycja jest dla mnie nudna i napisana w drętwy sposób, zresztą trudno, żeby było inaczej, skoro napisała ją maszyna. Spodziewałam się po tej książce czegoś zupełnie innego, miałam nadzieję, że autor czymś mnie zaskoczy, a niestety zanudził mnie. Może zbyt mało danych wprowadził do komputera? Może zbyt często wszystko się powtarza? Może wystarczyłoby 10 stron, które opisywałyby godzinę z życia ludzkości, a już doba to lekka przesada? Wszystko to tylko moje gdybanie. Nie wiem, czy Lem byłby tą książką usatysfakcjonowany. Mam jednak wrażenie, może mylne, że i jemu chodziło o coś innego. Tego się już nie dowiemy.
      Jeśli sama dobrze się czujesz w tego typu pozycjach, to oczywiście zachęcam do lektury i chętnie poznam Twoją opinię na temat tej książki. Może otworzysz mi oczy na jakiś inny wymiar tej pozycji. Muszę przyznać, że nawet by mnie to ucieszyło, bo nie lubię sytuacji, gdy nie potrafię znaleźć dobrych stron danej książki.

      Usuń
  2. Piszesz, że czytanie tego dzieła przypomina lekturę książki telefonicznej. Jeżeli faktycznie tak jest (wolę Tobie zaufać niż niepotrzebnie ryzykować) to ja jednak bez żalu spasuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to książka do poczytania. Chyba bardziej do przejrzenia. Dlatego nie polecam.

      Usuń
  3. Lubię wyzwania, ale nie wiem, czy odnalazłabym w tym dziele coś, co by mnie zainspirowało. Chyba nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wydaje mi się to mało prawdopodobne. To jedna z tych książek, które warto przejrzeć, ale których czytanie nie ma sensu. :)

      Usuń
  4. Eksperymenty w literaturze?
    Na początku jest wielkie WOW! To świetne. Niespotykane. Nowatorskie. I jeszcze wiele innych podobnych przymiotników, a w efekcie końcowym wszyscy wracają do czytania Tołstoja, Dostojewskiego, Kafki. Literatura lubi klasyczna prostotę, w tym tkwi jej siła i ponadczasowość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno. Cenię eksperymenty literackie, ale koniec końców i tak wracam do klasyki.

      Usuń
    2. Dziewczyna ja bardzo się cieszę, że jednak książka napisana przez człowieka jednak wygrywa. Chyba nie wyobrażam sobie świata z tworzonymi w ten sposób książkami.

      Usuń
  5. Przeczytałam te fragmenty, które przytoczyłaś, i już po trzecim zrobiło mi się niedobrze. Nie byłabym w stanie przeczytać więcej niż kilka tych mikrohistorii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dalej niestety jest jeszcze gorzej, bo wszystko się powtarza i powtarza...

      Usuń
  6. Tytuł mnie zaciekawił, ale reszta.... chyba by mi się nie spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się nie spodobało, a jak byłoby w Twoim wypadku nie wiem. Umieściłam spory fragment, żeby pokazać, jak ta książka wygląda i niestety dalej nie jest lepiej, bo wszystko się ciągle powtarza.

      Usuń
  7. Oj, to ja podziękuję:) wymęczyłabym się

    OdpowiedzUsuń
  8. O nie, pewnie bym się wynudziła. A skoro piszesz że czyta się ją jak książkę telefoniczną to tym bardziej podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem jak najbardziej za eksperymentami literackimi, tylko z doświadczenia wiem, że nie zawsze jest dobry moment na czytanie książek, które je zawierają. Czasem trzeba poczekać na lepszy dzień, by danego tytułu niechcący nie skrzywdzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, że czas na takie eksperymenty musi być odpowiedni. Jednak w tym wypadku nie wiem, czy to kwestia dnia. Tej książce brakuje fabuły, ciekawych bohaterów, dobrego stylu. Jest nudna, wszystko się w niej ciągle powtarza. Myślę, że to bardziej taka ciekawostka, pozycja, którą warto przewertować, ale jej czytanie nie ma za bardzo sensu. Poza tym dla mnie pocieszający jest fakt, że jednak autorzy mogą być spokojni, iż maszyny ich nie wygryzą. :)

      Usuń